Spadająca gwiazda – Rozdział 23

Brama się za nim zatrzasnęła jednak nadal mógł usłyszeć jej krzyk. Bolała świadomość, że ją zawiódł, że zostawił ją samą, chociaż bardzo chciał z nią zostać. Jednak nie miał wyboru. Nie mógł pozwolić żeby zginęła razem z nim. Musiał chronić ją i to maleńkie życie, które dopiero kiełkowało w jej ciele. Jeśli teraz podążyłaby za nim, zginęłoby również ich dziecko, owoc ich miłości.

– Tak mi przykro króliczku. Niedługo zrozumiesz, dlaczego to zrobiłem. Mam nadzieję, że wtedy mi wybaczysz. Żałuję, że nigdy nie będę mógł go zobaczyć – powiedział smutno – Dlaczego mi o tym powiedziałeś?! Dlaczego skazałeś mnie na wieczną samotność i udrękę?! – krzyknął w przestrzeń – Nawet nie wiedząc o naszym dziecku nie pozwoliłbym jej pójść za mną, nie mógłbym postąpić tak egoistycznie!

Nie doczekał się jednak odpowiedzi. Rozejrzał się dokoła. Unosił się w przestrzeni wypełnionej jasnym światłem, jednak nie mogło się ono równać z jej blaskiem. To światło nie miało w sobie takiego ciepła i miłości. Było puste i zimne. Zauważył, że zniknęły gdzieś ręce, które wciągnęły go tutaj, nic nie krępowało już jego ruchów. Jednak na nadgarstkach nadal miał kajdany. Czyżby tutaj też był więziony siłą? Zamknął oczy i pomyślał o niej. Zobaczył jej uśmiechniętą twarz i cudowne oczy które tak go zauroczyły. Wiedział, że tylko to mu pozostało, tych kilka wspomnień wspólnie spędzonych chwil. Jakże niewiele żeby znieść wieczność w samotności. Po jego policzku spłynęła samotna łza.

***

Wleciała wprost w jasne światło. Bez przeszkód udało jej się przedostać do środka. Zatrzymała się i rozejrzała dokoła. Nigdzie nie dostrzegła nikogo ani niczego. Otaczała ją pustka. Co teraz? – pomyślała – Jak go znajdę? Nie miała pojęcia, co teraz zrobić. Nagle usłyszała w swojej głowie głos.

„Witaj księżniczko Serenity, widzę że udało ci się dotrzeć aż do wielkiej światłości! Jestem pełen podziwu! Wiem, że przybyłaś tu żeby wydostać swojego ukochanego.”
– Kim jesteś? – krzyknęła w przestrzeń
„Jestem wszystkim i niczym. Jestem życiem i śmiercią. Więcej nie musisz wiedzieć. Dlaczego sądzisz, że jesteś w stanie to zrobić? Czy Retsu nie powiedział ci że stąd nie da się wrócić? To koniec drogi każdej duszy”
– Owszem wspomniał coś! Mówił, że nie mogę go ocalić. Ale twierdził też, że nie uda mi się otworzyć przejścia i jak widać mylił się. Może nie tylko w tej kwestii popełnił błąd? Czas Seiyi nie powinien się jeszcze skończyć. On powinien nadal żyć.  Wiem, że mogę do stąd wydostać. Zrobię wszystko żeby to zrobić.
„Znam twoją siłę. Czy myślisz, że twoja moc wystarczy żeby przywrócić go do życia? Twierdzisz, że jesteś gotowa na wszystko. Powiedz, więc byłabyś zdolna poświęcić dla niego życie dziecka?”
– Mówisz o Chibiusie?
„Nie mówię o niej! Mówię o owocu waszej miłości. O dziecku, które zaczyna się rozwijać w twoim łonie. O dziecku, które powołaliście do życia waszej pierwszej wspólnej nocy. Czy byłabyś gotowa je poświęcić? Bo nie możesz liczyć, że uda ci się go stąd wydostać! Masz do wyboru dwie drogi. Pierwsza to skorzystasz z ostatniej szansy i wrócisz do swojego ciała i ocalisz wasze dziecko, ale stracisz jego. A druga poświęcisz dziecko i zostaniesz tu na zawsze razem ze swoim ukochanym. Chociaż nie wiem czy ucieszy się, gdy cie tutaj zobaczy. On nie był w stanie poświęcić waszego dziecka.”

Usagi była w szoku. Czy to może być prawda? Czy możliwe, że ta noc, którą spędzili razem będzie mieć następstwa? Przypomniała sobie słowa Seiyi „Tylko dzięki tobie przetrwa mała cząstka mnie”, „Wybacz mi, wkrótce wszystko zrozumiesz”. On wiedział! Wiadomość o dziecku ucieszyła ją, lecz jednocześnie dotarła do niej smutna prawda. Wiedziała, że nie będzie w stanie poświęcić życia ich dziecka, nie chciała tego zrobić, poza tym ON nigdy by jej tego nie wybaczył. Jednak z niego też nie chciała rezygnować. Nie chciała wybierać. Musiała istnieć jeszcze trzecia droga

„Nic nie mówisz. Czyżbyś jednak była zdolna do takiego poświęcenia, ryzykując, że zostaniesz tu na wieczność z kimś, kto może cię znienawidzić za twój egoizm?”
– Nie zamierzam poświęcać naszego dziecka!
„Tak myślałem”
– Jednak, przybyłam tu z zamiarem uwolnienia stąd duszy Seiyi i nie mam zamiaru zrezygnować. Wiem, że mogę go stąd wydostać. Wrócimy razem. Teraz, kiedy wiem o dziecku mam jeszcze silniejszą motywację do działania. Nie poddam się póki go nie ocalę
„Skoro tak stawiasz sprawę… W porządku zawrzemy układ. Daję ci pół godziny, jeżeli w tym czasie odnajdziesz go i uda ci się zdjąć z jego rąk kajdany więżące go w tym świecie będziecie mogli stąd odejść razem. Ale on nie może wiedzieć o tym układzie to mój warunek. Jednak, jeżeli nie uda ci się tego zrobić, będziesz mogła wyjść sama lub zostać, wybór będzie należał do ciebie.”
– Skąd będę widziała, że czas się kończy?
„Gdy zostanie pięć minut usłyszysz gong. Wtedy musisz zdecydować, co zrobisz. Gdy minie czas brama się zamknie i zostaniesz tu na zawsze.”
– Zgadzam się
„Więc życzę ci powodzenia Księżniczko Serenity, wielka światłość jest ogromna, nie łatwo będzie ci go znaleźć” powiedział jeszcze zamilkł, poczuła że została sama. Zastanawiała się jak może go znaleźć. Nigdzie nie dostrzegała nikogo. Przymknęła oczy, spuściła lekko głowę i dotknęła kryształu. Starała się oczyścić swój umysł ze wszystkich myśli oprócz jednej – Seiya. Chciała go wezwać. Chciała żeby dał jej jakiś znak. Wypełniła ją nowa moc zrodzona z miłości do tej maleńkiej istotki, która dopiero powstawała w jej ciele i do jej ojca. Nic nie mogło jej powstrzymać w osiągnięciu celu. Kryształ na jej piersi zaczął lśnić z niezwykłą mocą wszystkimi kolorami tęczy.

***

Poczuł nagle coś dziwnego. Coś w otoczeniu się zmieniło, chociaż nie potrafił powiedzieć, co dokładnie. Miał wrażenie, że ktoś go wzywa. Gdyby nie było to nie możliwe powiedziałby, że to Ona. Wypełniała go ogromna moc i miłość napływająca od kogoś. Rozejrzał się wokół i wtedy to dostrzegł. W sporej odległości od niego migotało kolorowe światło odcinające się wyraźnie na tle jasnego otoczenia. Wiedział, że jest skierowane do niego. „Jestem tutaj” – pomyślał i skupił swoją energię żeby dać tej osobie jakiś znak. Nie zdawał sobie z tego sprawy, lecz jego postać lśniła czerwonym blaskiem. Nie zamierzał bezczynnie czekać i podążył w kierunku mrugającego światła.

***

Minęło już sporo czasu. Zaczynała się niepokoić. W końcu otrzymała odpowiedź, usłyszała w myślach jego głos. Udało im się nawiązać kontakt. Nagle dostrzegła coś jeszcze. Ciepłe czerwone światło zmierzające w jej stronę. Wiedziała, że to on.

***

Rozpoznał ją. Nie wierzył w to, co widzi. Kolejny raz go zaskoczyła. Jak to możliwe? Jakim cudem udało jej się tutaj dostać?

– Seiya – szepnęła ze łzami w oczach zatrzymując się naprzeciw niego – A jednak udało mi się cię odnaleźć
– Króliczku, dlaczego to zrobiłaś? Dlaczego się poświęciłaś? Nie chciałem tego, chciałem żebyś żyła, mimo że musiałbym spędzić całą wieczność w samotności
– Nie martw się kochany. Nie mam zamiaru się poświęcać, ty też tego nie zrobisz. Wiem już, dlaczego to zrobiłeś. Wiem, że chciałeś chronić nasze dziecko.
– Ale skoro tu jesteś to wszystko na próżno. Jeżeli tu zostaniesz ono się nie narodzi. Nie chcę płacić takiej ceny za możliwość pozostania z tobą na zawsze. Nie wolno nam skrzywdzić naszego dziecka przez egoizm.
– Nie bój się, wszystko będzie dobrze. Razem stąd wyjdziemy – powiedziała spokojnie obejmując go w pasie
– Myślisz, że to w ogóle możliwe? – spytał smutno pokazując jej nadgarstki, na których nadal lśniły kajdany
– Ufasz mi Seiya? – spytała patrząc w jego granatowe oczy
– Oczywiście, że tak. Jesteś moim promykiem nadziei. Moim największym skarbem. Jedyną miłością
– Więc uwierz w siłę mojej miłości do Ciebie i naszego maleństwa – szepnęła i pocałowała go delikatnie. Kryształ na jej piersi zaczął ponownie lśnić jasnym ciepłym blaskiem, coraz jaśniejszym i jaśniejszym spowijając ich postacie.
– Kocham twój blask, wierzę, że nam się uda – szepnął odrywając na chwilę usta od jej ust, by po chwili złożyć na nich gorący pocałunek. Po chwili oderwali się od siebie. Wiedziała ze mają mało czasu. Czuła, że potrafi mu pomóc. Już wiedziała, co zrobić. Skupiła energię i delikatnie przeciągnęła dłońmi po zaciśniętych na jego nadgarstkach bransoletach. Gdy ich dotknęła usłyszeli szczęk metalu i kajdany zniknęły. Zaklęcie zostało złamane. Jego dusza była wolna. Nagle usłyszeli gong. W ich głowach rozległ się głos

„Jednak to zrobiłaś… Niewiarygodne. Nie przypuszczałem, że zgadniesz jak złamać zaklęcie. Nie mam wyjścia dotrzymam danego ci słowa. Jesteście wolni”

4 thoughts on “Spadająca gwiazda – Rozdział 23

  1. wspaniały rozdział wiedziałam że im się uda szkoda tylko że jest to już koniec czekam więc na epilog i na nowe opowiadanie wierzę że również będzie cudowne jak to i pozdrawiam

  2. Jestem bardzo niepocieszona, że to już ostatni rozdział ale czekam z niecierpliwością na epilog!:D cieszę się, że im się udało… i taka niespodzianka! Będzie dzidziuś!:)

  3. I to już koniec?! Ja chce dalej! Ja chce więcej!! Ale fakt rozdział fantastyczny! Ale smutno mi ze ostatni:P Czekam więc na nowe opowiadanie ktore mam nadzieje niedlugo sie u Ciebie pojawi:))

  4. Rozdział świetny… został epilog na który czekam z niecierpliwością. Mam nadzieje że po nim od razu pojawi się nowe opowiadanie.Pozdrawiam

Wyraź opinię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s