Spadająca gwiazda – Rozdział 21

Otworzyła powoli oczy. Wszędzie było ciemno i jakoś tak ponuro. Czuła, że leży na zimnej nagiej skale. Nie bardzo wiedziała, co się w ogóle stało. Pamiętała, że nagle wśród całej wypełniającej ją rozpaczy poczuła w sobie ogromną moc i to nagłe uczucie lekkości jakby unosiła się gdzieś w przestrzeni. I ta jedna myśl, która krążyła w jej świadomości. Musi odnaleźć i ocalić Seiyę. Wstała i rozejrzała się wokół, jej wzrok zdążył już przyzwyczaić się to tej ciemności. Wydawało się jej nawet, że jest jakby odrobinę jaśniej niż na początku. Znajdowała się na szczycie jakiegoś wzniesienia. Wszędzie wokół niej sterczały ostre skały. Nie był to zbyt przyjemny widok.  Usłyszała za sobą jakiś dziwmy hałas. Mechanicznie odwróciła się w tamtym kierunku. To, co zobaczyła wystraszyło ją nie na żarty. W jej stronę szybko zbliżał się jakiś ogromny stwór. Na oko mógł mieć grubo ponad dwa metry wzrostu, nadlatywał na swoich ogromnych, błoniastych skrzydłach. Jego ręce i nogi były nienaturalnie długie i kościste, jak zresztą całe jego ciało. Dłonie zakończone były ostrymi szponami. Gdy zbliżył się bardziej ostrzegła jego twarz – bladą i spłaszczoną. Uwagę przykuwały jego wielkie całkiem czarne oczy i ogromne usta wykrzywione w karykaturalnym grymasie, a w nich dwa rzędy ostro zakończonych zębów. Z jego szyi zwisał gruby łańcuch, na którym zawieszona była czaszka bliska wydawał się jeszcze bardziej przerażający. Dziewczyna odruchowo cofnęła się, nie wiedząc, z czym ma do czynienia, starała się jednak nie okazać strachu. Wylądował niedaleko od niej.  Nagle poczuła się mała i nic nieznacząca. Gdy się odezwał usłyszała gardłowy głos

– Witam cię w moim świecie, księżniczko Księżyca
– Skąd wiesz, kim jestem i kim ty jesteś? Co to za miejsce?
– Znam wszystkie istoty żyjące we wszechświecie. Nazywam się Retsu, jestem bogiem śmierci, a to jest moje królestwo.

Na te słowa po jej plecach przebiegł dreszcz. Jak to się stało że trafiła do krainy boga śmierci? Czyżby jej dusza opuściła ciało? Może w takim razie uda jej się odnaleźć duszę Seiyi. Na chwilę zapomniała o strachu ogarniającym ją na widok stojącej przed nią postaci. Przysłonił go promyk nadziei na ocalenie ukochanego.

– Co cię sprowadza w moje skromne progi księżniczko?
– Chcę wydostać duszę pewnego człowieka z przedsionka krainy umarłych- powiedziała unosząc w górę głowę – jesteś bogiem śmierci, więc z pewnością możesz mi w tym pomóc

Retsu zaśmiał się głośno. Nie był to jednak przyjemny śmiech, lecz równie przerażający jak on sam.

– Raczysz sobie ze mnie kpić dziewczyno? Niby dlaczego miałbym ci pomaga w uwalnianiu czyjejś duszy? Jestem bogiem śmierci nie życia. Czyżbyś nie wiedziała, że dusze znajdujące się w przedsionku mogą podążyć tylko w jedną stronę, do świata umarłych?
– Twierdzisz, że stamtąd nie ma już powrotu?
– Nie dla dusz skutych magicznymi, nierozerwalnymi okowami.  Ich los jest już przypieczętowany. One się nie mogą już powrócić do swych ciał.

Na twarzy Usagi znów pojawił się cień nadziei. Może jednak jest jeszcze jakaś szansa.

– Nie ciesz się za szybko Księżniczko, tylko nieliczne dusze nie zostają skute okowami. Wcale nie jest pewne, że ta której szukasz należy do tego wąskiego grona. Kim jest ten, którego duszy szukasz?
– To człowiek, który jest dla mnie bardzo ważny. Jego dusza przybyła tu niedługo przed moją.
– Chyba wiem, o kogo ci chodzi. Niestety, dla niego nie ma już ratunku. Sprowadziło go tu bardzo potężne zaklęcie. Jego dusza została uwięziona w przedsionku do czasu przejścia.

Usagi stała jak sparaliżowana. Czy to możliwe? Czy naprawdę nic nie można zrobić? Dlaczego?

– Jak można zdjąć te okowy? – zapytała niespodziewanie
– Chyba nie za uważnie słuchałaś. To nierozerwalne okowy. Nie ma do nich klucza. Nie da się ich tak po prostu zdjąć. Nikt nie potrafi tego zrobić. Nawet ja nie posiadam mocy do ich otwarcia, a co dopiero ty, ziemska istota. A nawet gdybym miał taką moc nie pomógłbym ci.

Słuchając go padła na kolana i nie przestawała płakać. Pogrążała się w coraz większej rozpaczy.

– Jednak – ciągnął Retsu – będę wspaniałomyślny i pozwolę ci go zobaczyć po raz ostatni, żebyście mogli się pożegnać. Jego czas jest coraz krótszy.

Nie czekając na jej odpowiedź uniósł w górę szponiastą dłoń. Nim się spostrzegła otoczyło ją jasne światło. Zamknęła oczy i uniosła ręce i zasłoniła twarz w geście obronnym. Gdy je ponownie otworzyła znajdowała się w innym miejscu. Była to niewielka jasna dolina zamknięta pionowymi skalnymi ścianami. Nie miała pojęcia skąd pochodziło światło, w górze nie było widać nieba a tym bardziej słońca. Jednak to miejsce było zdecydowanie przyjemniejsze niż kraina boga śmierci. Rozejrzała się wokół, ale nie dostrzegła nikogo w pobliżu. Niedaleko zauważyła kilka ogromnych głazów, postanowiła skierować się w tamtą stronę. Gdy podeszła bliżej zauważyła go. Siedział na szczycie jednego z kamieni z głową opartą o podciągnięte kolana.

– Seiya! – zawołała i zaczęła biec w jego stronę

Drgnął słysząc jej głos. Początkowo był pewien, że się przesłyszał, że wyobraźnia płata mu figle. Tak bardzo chciał ja znów zobaczyć. Chociaż przez chwile. Czyżby zaczął mieć omamy słuchowe? Jednak wołanie powtórzyło się jeszcze raz i kolejny. W końcu uniósł głowę i obrócił się w kierunku, z którego dobiegał ten głos. To była ona, ale jak to możliwe? Szybko zeskoczył na ziemie, a chwilę później trzymał ją w ramionach.

– Króliczku, myślałem, że już nigdy więcej cię nie zobaczę. Skąd się tutaj wzięłaś? – zapytał, obejmował ją mocno tak jakby nigdy już nie chciał jej wypuścić.
– Nie wiem jak to się stało. Kiedy straciłeś przytomność dziewczyny powiedziały, że to już koniec, że nie da się już cofnąć tego zaklęcia, a ty niedługo umrzesz – powiedziała smutno – załamałam się i nagle poczułam w sobie dziwną energię, a później obudziłam się w krainie boga śmierci. To on przeniósł mnie do ciebie.
– Tak się cieszę, że mogę cię jeszcze raz zobaczyć. Ten ostatni raz – jego oczy zaszkliły się – Tak bardzo chciałem być z Tobą. Byłaś moją pierwszą i jedyną miłością
– Seiya, dlaczego nas to spotkało? Nie chcę cie stracić. Kocham cię i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie! – łzy nieprzerwany strumieniem spływały z jej oczu, spojrzała na jego nadgarstki. Lśniły na nich dwie grube bransolety.
– A więc to są te magiczne okowy, o których mówił Retsu – powiedziała cicho, podążył za jej wzrokiem
– Próbowałem je zdjąć. Nie chciałem się poddać. Tylko one nie tu trzymają. Chciałem się uwolnić i wydostać stąd. Jednak moje starania okazały sie bezużyteczne.
– Bóg śmierci mówił, że nikt nie jest w stanie otworzyć tych kajdan, jednak jestem pewna, że jest jakiś sposób. Zawsze jest jakieś wyjście. Musimy tylko spróbować je znaleźć. Nie możemy się teraz poddać. Obiecaj mi to, obiecaj, że się nie poddasz Seiya. Nie możesz tego zrobić. Jeżeli masz na zawsze odejść z mojego życia to ja też chcę umrzeć. Nie zniosę samotności.
– Nie mów tak kochana. Tobie nie wolno umrzeć, nie pozwolę ci, choćbyś miała mnie przez to znienawidzić. Ty musisz żyć. Tylko dzięki tobie przetrwa mała cząstka mnie.
– Nie chcę takiego życia, przysięgam ci, że znajdę sposób żeby otworzyć te kajdany i cię stąd wyciągnąć. Nie ważne jak.- nie przestawała płakać. Jej łzy sprawiały mu niemal fizyczny ból. Nie chciał jej ranić, nie chciał umierać i zastawiać jej samej, zwłaszcza teraz.
– Kocham cię króliczku, nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo – powiedział dotykając jej twarzy i ocierając wciąż płynące łzy – nie ważne, co się stanie, zawsze będę cię kochał. Nic tego nie zmieni, pamiętaj o tym – podłożył dłoń pod jej podbródek zmuszając ja by na niego spojrzała. Pogładził ją pieszczotliwie. Potem przysunął twarz do jej twarzy. Zawisł oczyma na jej wargach. Pocałunek był jak dotyk, jak pieszczota. Tak samo ciepły i czuły. Po chwili jednak mocniej przycisnął swoje usta do jej, obejmując ją szczelnie ramionami i przyciskając jej drobne ciało do swojego. Usagi zarzuciła mu ramiona na szyję i z jednakową pasja oddała mu pocałunek. Oboje wiedzieli, że to może być ostatni raz, choć nie chcieli tego przyznać nawet przed sobą.

Po chwili usłyszeli znajomy gardłowy głos

– Już pora! Seiya czas twojego pobytu tutaj dobiegł końca! Pora przekroczyć bramę do świata umarłych.

4 thoughts on “Spadająca gwiazda – Rozdział 21

  1. ja teraz też będę siedzieć jak na szpilkach i czekać na kolejną część! poobgryzałam wszystkie paznokcie jak to czytałam… co teraz? coś mi się wydaję, że wymyślisz niesamowity koniec. Czekam, czekam, czekam!:):*

Wyraź opinię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s