Dirty little secret Rozdział 2 – „I hate that I love you”

Witajcie. Wstawiam tak szybko jak tylko się dało. Mam nadzieję, że kolejny rozdział się wam spodoba. Chętnie poznam wasze opinie. Co do częstotliwości wpisów. Postaram się wstawiać przynajmniej dwa rozdziały w miesiącu. Częściej może być ciężko, ale jeśli uda mi się napisać coś więcej, na pewno niezwłocznie to wrzucę. Miłego czytania. Pozdrawiam Yuri

Znowu w Japonii – pomyślał pędząc przed siebie drogą wzdłuż wybrzeża, w swoim grafitowym kabriolecie BMW M4, który na lotnisko podstawił jeden z asystentów jego menagera. Ciepły wiatr rozwiewał jego czarne włosy, a w ciemnych okularach odbijały się promienie letniego słońca. Nie był tu tak długo. To już prawie dwa lata. Wyjechał miesiąc po powrocie na Ziemię. Gdyby nie upór menagera, nieprędko by tu zawitał. Na szczęście udało mu się postawić na swoim i Toranosuke znalazł mu hotel poza Tokio. W prawdzie czekało na niego mieszkanie w mieście, ale nie chciał z niego korzystać. Nie chciał kusić losu. Musiał trzymać się jak najdalej od niej, tak było lepiej dla wszystkich, chociaż jemu samemu było cholernie ciężko. Gdy wracali, sądził, że wyleczył się już z tego bezsensownego uczucia, ale tak naprawdę oszukiwał sam siebie. Zrozumiał to, gdy znów ją zobaczył. Roześmianą, u boku tamtego. Zazdrość wypalała go od środka. Nie był w stanie przebywać w pobliżu niej. Nienawidził się za to, że nie potrafił przestać jej kochać. Przecież doskonale wiedział, że nigdy nie będzie jego. Nigdy nie będzie mógł trzymać jej w ramionach. Nawet się z nią nie przywitał, nie mówiąc już o pożegnaniu. Po prostu wyjechał tak szybko jak to było możliwe, nie tłumacząc nic nikomu. Yaten i Taiki i tak zrozumieli. Przez te dwa lata ciężko pracował, nagrywał, grał mnóstwo koncertów. Przez ten czas udawało mu się unikać Japonii, jednak prędzej czy później musiało do tego dojść. Najgorsze było to, że pomimo wszelkich starań jego uczucia się nie zmieniły. Dlatego nie chciał się do niej zbliżać, a jednocześnie, niemal do bólu pragnął ją zobaczyć. Każdą cząstką ciała i duszy tęsknił do jej bliskości, do widoku jej drobnej postaci, złotych włosów i magnetycznych chabrowych oczu. Oddałby wszystko, żeby móc mieć ją tylko dla siebie. Chociaż przez krótką chwilę. Jednak wiedział, że to nierealne marzenie. Jego rozmyślania przerwał głos GPS-u, informujący, iż powinien skręcić na najbliższym zjeździe. Tak też zrobił. Po kolejnych dwudziestu minutach jazdy wzdłuż gęstego lasu, zza zakrętu powoli wyłonił się wysoki, nowoczesny budynek. Nie miał wątpliwości, że znalazł się we właściwym miejscu. Zajechał przed wejście. Wysiadając chwycił torbę z siedzenia pasażera, jednocześnie wręczając kluczyki parkingowemu, aby ten odstawił samochód. Trzeba było przyznać, że budynek robił wrażenie, nawet na takiej osobie jak on, dla której hotele były drugim domem. Podobno mieli tu wszelkie możliwe luksusy, z których mógł do woli korzystać, relaksując się podczas zasłużonego wolnego. Przewiesił torbę przez ramię i, poprawiając okulary, wszedł do środka kierując się do recepcji. Wprawdzie obsługa została poinformowana, że w czasie swojego pobytu piosenkarz chce zachować anonimowość i nie życzy sobie żadnych nalotów fanów, jednak z gośćmi bywa różnie. Nigdy nie wiadomo na kogo się trafi. Dlatego wolał zachować ostrożność. W połowie drogi do jego uszu doleciał podniesiony, nieco zdenerwowany kobiecy głos, na którego dźwięk zatrzymał się jak sparaliżowany. To niemożliwe – przemknęło mu przez myśl. Jednak z drugiej strony wiedział, że zna ten głos. W jego sercu i umyśle nadzieja i pragnienia, mieszały się z niepewnością i strachem. A jeśli to naprawdę ona? Jak powinienem się zachować? Nie, to idiotyczne. Co ona miałaby robić w takim miejscu? To tylko wyobraźnia płata mi figle. Jednak, gdy podszedł bliżej wiedział już, że to nie jego wyobraźnia. Wszędzie poznałby te dwa koczki w kolorze złotego blondu. Chociaż była zwrócona do niego tyłem, nie miał wątpliwości, że to ona. Czuł się jednocześnie szczęśliwy i przerażony. Przez chwilę nie był w stanie oderwać od niej zachwyconego wzroku, chłonąc każdy szczegół jej postaci. Tłumione przez cały czas uczucie, na sam jej widok owładnęło nim ze zdwojoną siłą. Zaraz jednak otrząsnął się i rozejrzał wokół, jakby oczekując, że zza rogu, lada chwila wyskoczy któraś z jej przyjaciółek lub jej nadęty narzeczony. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Sam nie wiedział czy jest bardziej zdziwiony czy ucieszony tym faktem. Kilka minut później dziewczyna ewidentnie niezadowolona, z rozkosznie naburmuszoną miną, minęła go w odległości zaledwie kilku kroków, kierując się do wyjścia, ciągnąc za sobą wielką walizkę. Najwyraźniej nawet go nie zauważyła. Brunet stał po środku holu, mijany przez wchodzących i wychodzących gości i członków personelu, tocząc wewnętrzną walkę ze sobą samym. Rozum nakazywał odwrócić się i iść swoją drogą, zostawić ją w spokoju. Przecież tak długo starał się o niej zapomnieć. Z kolei serce rwało się do niej. Domagało się, żeby biegł za nią. Żeby dowiedział się, co tutaj robi, najwyraźniej całkiem sama. A może to los dał mu szansę? Druga taka okazja by spotkać ją, sam na sam, bez wścibskich, karcących spojrzeń, może się już nie przytrafić. Weź się w garść Seiya! Jak długo jeszcze masz zamiar uciekać? Lekceważąc całkowicie głos rozsądku, ruszył z powrotem w stronę głównego wejścia. Wyszedł na zewnątrz i rozejrzał się mając nadzieję, że nie zdążyła jeszcze odjechać jedną z czekających na postoju taksówek. Miał szczęście. Dziewczyna miotała się w tę i z powrotem mrucząc coś pod nosem. Wyglądała na coraz bardziej wzburzoną. W pewnej chwili zamachnęła się z, jak mu się wydawało, zamiarem kopnięcia stojącej obok walizy. Jednak źle wymierzyła i pół sekundy później spadała tyłem na chodnik. Nie zastanawiając się, rzucił wszystko i chwilę później trzymał ją w ramionach, stawiając na powrót na nogach, plecami do siebie

  • Usiłujesz zrobić sobie krzywdę czy chciałaś wpaść wprost w moje ramiona? – powiedział tuż przy jej uchu, nadal trzymając dłonie na jej talii.

Poczuł jak na sekundę zesztywniała na dźwięk jego głosu. Odwróciła się i wpatrywała w niego rozszerzonymi ze zdziwienia oczami. Gdy zdjął okulary zatonęła w jego ciemnoszafirowych oczach. W jej błękitnych tęczówkach dostrzegł niedowierzanie.

  • To niemożliwe – szepnęła bardziej do siebie niż do niego – Seiya! – wykrzyknęła radośnie, jednocześnie rzucając mu się na szyję.

Początkowo zaskoczony, uśmiechnął się do siebie pod nosem, uznając, że jednak podjął słuszną decyzję i objął ją mocniej, rozkoszując się jej bliskością i słodkim zapachem.

  • Witaj, Odango – odparł w końcu, niechętnie odsuwając się od niej na długość ramienia.

Jednak tego, co nastąpiło później, zupełnie się nie spodziewał. Nim zdążył powiedzieć coś więcej, poczuł ból, gdy blondynka wymierzyła mu siarczysty policzek.

  • To za to, że przez dwanaście lat nie odezwałeś się do mnie! – odparła widząc jego zaskoczenie – Od dwóch lat jesteście na ziemi, a ty nawet słowem się nie odezwałeś! Dlaczego? Przecież byliśmy przyjaciółmi.
  • Chyba faktycznie mi się należało – powiedział rozcierając bolące miejsce – Miałem swoje powody Odango, z resztą powinnaś to zrozumieć. Ale to nie znaczy, że nie chciałem cię zobaczyć. Mamy chyba sobie sporo do powiedzenia, ale to raczej nie jest najlepsze miejsce.
  • Chyba masz rację – odparła orientując się, że niechcący stali się atrakcją dla wszystkich kręcących się w pobliżu osób
  • Chodźmy do środka. Na pewno znajdzie się tam jakieś ustronne miejsce żebyśmy mogli spokojnie porozmawiać

Dziewczyna przytaknęła z entuzjazmem. U boku dawnego przyjaciela, który uprzejmie ciągnął za sobą jej walizkę, po drodze podnosząc również swój bagaż, weszła znów do budynku. W środku, korzystając z okazji, gdy nie patrzył, przyglądała mu się ukradkiem. To nie był już ten nastolatek, którego żegnała dwanaście lat temu. Obok niej stał mężczyzna. Diabelnie przystojny i męski, za którym szalały kobiety na całym świecie.

  • Mam coś na twarzy? – spytał nie patrząc na nią nawet, a ona spłonęła szkarłatnym rumieńcem. Nie miała pojęcia, że zauważył jej spojrzenia.
  • Nie, po prostu dawno cie nie widziałam, chyba, że czasem w telewizji. Zmieniłeś się
  • Ty też, Odango. Zrobiłaś się okrąglejsza – dodał cicho, pochylając się tak żeby nikt poza nią nie słyszał, gdy wchodzili do hotelowego baru
  • Co takiego!? – wykrzyknęła oburzona ponownie zwracając na nich uwagę nielicznych, obecnych tam, gości
  • Pięknie wyglądasz, kiedy się złościsz, ale nie denerwuj się już. Tylko żartowałem – odparł obejmując ją w pasie i prowadząc do stolika. Nie protestowała

Usiedli naprzeciw siebie w milczeniu. Młoda kelnerka odebrała od nich zamówienie, posyłając Usagi zazdrosne spojrzenia i z lekkim ociąganiem odeszła do baru, by po kilku minutach wrócić z ich zamówieniem. Gdy się oddaliła, jeszcze przez chwilę czuli na sobie jej spojrzenie.

  • Może nie powinno mnie to interesować, ale skąd się tu właściwie wzięłaś, Odango? – zapytał, gdy mieli pewność, że nie będzie im przeszkadzać
  • Mogłabym zapytać cię o to samo – odparła upijając łyk zamówionego koktajlu
  • Mam przerwę w trasie koncertowej. Dam kilka koncertów w Japonii, a później zaczynam pracę nad nową płytą
  • Wrócisz do Tokio? – nie był pewny, ale wydawało mu się, że dosłyszał w jej głosie nutkę nadziei, co bardzo go ucieszyło
  • Jeszcze nie zdecydowałem – odparł zgodnie z prawdą, bawiąc się trzymaną w dłoni szklanką wody – Nadal nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
  • Ten wyjazd był niespodzianką od dziewczyn. Uznały, że jestem ostatnio przemęczona. Miałam spędzić tu tydzień, zrelaksować się. Niestety okazało się, że moja rezerwacja jest nieaktualna, więc muszę wracać do Tokio.
  • Masz może przy sobie jakieś potwierdzenie rezerwacji?
  • Chyba tak. Dziewczyny dały mi sporo jakichś papierów. Dlaczego pytasz?
  • Mógłbym je zobaczyć? Może będę mógł jakoś pomóc. Chyba, że chcesz wracać już do Tokio?
  • Naprawdę mógłbyś?! – spytała z nadzieją wręczając mu kopertę od dziewczyn
  • Z przyjemnością – odparł, dostrzegając szansę by spędzić z nią więcej czasu. Nie zamierzał zmarnować okazji. Przejrzał szybko zawartość koperty, po chwili wiedział, co zrobić i nie omieszkał jej o tym powiedzieć, polecając jednocześnie, żeby poszła z nim

Z drepczącą o krok za nim blondynką, Seiya skierował się do recepcji. Siedząca za kontuarem recepcjonistka uśmiechnęła się serdecznie na jego widok, odsłaniając rząd lśniąco białych zębów.

  • Witam serdecznie, panie Kou. Pański apartament jest już gotowy. Pana rzeczy przywieziono już wczoraj
  • Dziękuję bardzo. Chciałbym rozmawiać z kierownikiem hotelu. Wydaje mi się, że zaszła dość nieprzyjemna pomyłka w sprawie rezerwacji mojej przyjaciółki, panny Tsukino. Chcielibyśmy to wyjaśnić.
  • Oczywiście panie Kou, proszę chwileczkę zaczekać

Dziewczyna odwróciła się od nich i wykonała jeden krótki telefon. Po kilkunastu minutach w holu zjawił się poważny, ubrany w ciemny, idealnie skrojony garnitur mężczyzna w wieku około czterdziestu lat. Seiya polecił Usagi zaczekać, a sam poszedł porozmawiać z kierownikiem. Szybko naświetlił mu całą sytuację. Rozmawiali przez kilka minut, po czym razem podeszli do czekającej dziewczyny, która na ten widok podniosła się szybko z walizki, na której siedziała do tej pory.

  • Panno Tsukino, jest mi niezmiernie przykro wobec zaistniałej sytuacji. Jak uświadomił mi pan Kou, miała pani opłacony pobyt w naszym hotelu na cały tydzień. Nie wiem niestety jak doszło do tej przykrej sytuacji, że pani rezerwacja została anulowana. To zapewne jakiś błąd w systemie. Oczywiście możemy pani zwrócić wpłaconą kwotę. Niestety przez najbliższe trzy – cztery dni nie będziemy mieli wolnego pokoju, więc umieszczenie pani w jakimś innym niż ten zarezerwowany jest niestety niemożliwe.
  • Rozumiem – odparła z rezygnacją blondynka
  • Rozchmurz się, Odango. Jest jeszcze pewna opcja – powiedział posyłając jej swój szelmowski uśmiech – mogłabyś, na te kilka dni, zostać domeldowana do mojego apartamentu i czekając na zwolnienie się pokoju mieszkać przez ten czas ze mną.
  • Oczywiście, to możliwe, jeżeli pani się zgodzi na taki układ.
  • To chyba nie jest dobry pomysł. Seiya, przecież nie mogę mieszkać z tobą w jednym pokoju. Mam narzeczonego, to nie wypada.
  • Daj spokój Odango, nie jesteśmy przecież dziećmi. To tylko kilka dni. Później dostaniesz swój pokój. Przecież nikt nie musi o tym wiedzieć. Alternatywą jest powrót do Tokio. Musisz wybrać – powiedział odciągając ją na stronę, po czym dodał pochylając się tak, żeby tylko ona go słyszała – Czyżbyś bała się, że cię pogryzę, czy że ulegniesz mojemu niewątpliwemu urokowi?
  • Nadal jesteś strasznie zarozumiały, wiesz o tym? – powiedziała, rumieniąc się jak piwonia
  • Taki mój urok – odparł z uśmiechem, puszczając do niej oko – A zatem, jaka jest twoja decyzja?

W głowie miała mętlik. Rozum podpowiadał, że nie powinna zostawać. Zwłaszcza na takich zasadach. Ale jednocześnie nie chciała wracać. Tak bardzo cieszyła się na ten wyjazd. Wcale nie uśmiechał jej się powrót do domu, jeszcze tego samego dnia i znoszenie triumfującej miny i tonu Mamoru. W końcu mówił jej, że nie powinna jechać. Przecież to tyko kilka dni. Poza tym tak długo nie widziała Seiyi, dopiero teraz pojęła jak bardzo jej go brakowało. Kolejna taka okazja może się prędko nie nadarzyć. W końcu podjęła tę niełatwą decyzję

  • Dobrze, zgadzam się
Reklamy

18 thoughts on “Dirty little secret Rozdział 2 – „I hate that I love you”

  1. Bardzo wciągający rozdział!!!!Poproszę o więcej!!!Dobrze, że jedno i drugie nie posłuchało rozumu tylko głosu swojego serca! Już na dzień dobry Króliczek wpada w ręce Bruneta, super:) Czytając ich rozmowy ma się wrażenie, że nie są już rozwydrzonymi dzieciakami a dojrzałymi ludźmi ale z drugiej strony coś pozostało z tamtych lat -zakazane uczucie.

  2. Jejku….. 😍😍😍😍
    Już się zakochałam w tym opowiadaniu 🤗🤗
    Nie każ czekać długo na następny rozdział ☺

  3. paulinkamoon2016 wszystkie wiemy jak się potoczy sytuacja. Rozdział jest fantastyczny tyle się w nim dzieje to lubię a opowiadanie rewelacyjne. Czekam na kolejny rozdział. ŻYCZĘ BARDZO DUŻO CZASU I WENY.

  4. Namietnosc i tesknota az się wylewają z każdego akapitu ;) Ta dwojka zasluzyla na szczęście i mam nadzieje, ze zrobia wszystko, żeby tego nie schrzanic. Bo skoro los dal im druga szanse to po co się opierać przeznaczeniu? W tym hotelu MUSI się cos wydarzyć :P

  5. Jak zwykle mega rozdział. Uwielbiam czytać Twoje wypociny :)
    Seyia, jak to Seyia nie przepuści żadnej okazji :) I dobrze, bo oni są dla siebie stworzeni :)

    Teraz niech troszku pogrzeszą i za parę miesięcy urodzą się małe Kou’ciątka xD
    Dużo weny życzę :)

    Pozdrawiam Hanare :*

Wyraź opinię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s