Dirty little secret – Prolog

Obiecywałam, że będzie po świętach i voilà. Mam nadzieję, że prolog was zainteresuje. Postaram się jak najszybciej wstawić pierwszy rozdział. Pozdrawiam Yuri

Mimo wczesnego popołudnia, niewielki bar, który z czystym sercem można by nazwać pospolitą speluną, tętnił już życiem i głosami, z lekka podpitych, stałych bywalców. Nad nimi unosiła się, gęstniejąca z każda minutą, gryząca chmura papierosowego dymu. Zdawało się jednak, że siedzącemu przy barze, ciemnowłosemu mężczyźnie specjalnie to nie przeszkadza, chociaż zdecydowanie nie wyglądał na osobę, odwiedzającą tego typu miejsca. Wpatrywał się niemal nieprzerwanie, w trzymaną w dłoni szklankę, wypełnioną do połowy bursztynowym płynem, nie zwracając zupełnie uwagi na otoczenie.  Kostki lodu cicho stuknęły o siebie, gdy uniósł naczynie do ust by upić kolejny, spory łyk. Jego myśli ponownie zalała fala słodko-gorzkich wspomnień. Przez krótką chwilę dane mu było trzymać w ramionach swoje szczęście, ale równie szybko i niespodziewanie jak w nie trafiło, uleciało. Chociaż ból i żal do niej, były mniejsze niż na początku, wiedział, że nigdy do końca nie znikną. Tak bardzo chciał zapomnieć, ale mimo wszelkich prób, nie był w stanie. Nie potrafił zrozumieć jej wyboru. Nie potrafił go zaakceptować. Dlaczego wybrała tamtego? Przecież widział, że w głębi duszy, jej pragnienia były inne. Czuł się oszukany i wykorzystany. Kochał ją jak nikogo na świecie, dał jej całą swoją miłość, a ona odeszła, wbijając mu obcas w serce. Nie widział jej od tamtego dnia. Tylko dzięki kuzynom wiedział, że już za kilka godzin bezpowrotnie ją straci. Opróżnił szklankę i odstawił z głośnym stuknięciem na dębowy, mocno sfatygowany blat, dając jednocześnie znać podstarzałemu barmanowi, żeby nalał mu jeszcze raz to samo. Mężczyzna zawahał się widząc, że brunet sporo już wypił, jednak zmiękł, gdy ten podsunął mu banknot o nominale przekraczającym jego nędzny, dzienny zarobek. Gdy barman odszedł obsłużyć innych klientów, brunet nieco zamglonym wzrokiem spojrzał w lustro wiszące na ścianie przed nim.

  • Żałosny idiota. Jak mogłeś wierzyć, że to skończy się inaczej – mruknął do siebie – Mimo wszystko, nie żałuję

Uniósł szklankę patrząc na swoje odbicie

  • Twoje zdrowie, Odango – szepnął z goryczą i za jednym razem opróżnił naczynie, a po chwili z kieszeni wyjął pomiętą kopertę

***

Stanęła przed wysokim lustrem podziwiając misterną fryzurę, w którą Minako upięła jej długie, złote włosy, przyozdabiając je czerwonymi różyczkami, podobnymi do tych, które miała na dekolcie sukni. Wciąż nie mogła uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Już wkrótce miała zostać żoną Mamoru. Tak długo czekała na ten dzień, który miał być najpiękniejszym w jej życiu. Powinna być szczęśliwa, a tymczasem wcale tak nie było. Chociaż kiedyś sądziła, że niczego bardziej nie pragnie, od jakiegoś czasu odczuwała dziwny, wewnętrzny opór przed tym, co miało nastąpić. Na dodatek od Tamtego dnia męczyły ją wyrzuty sumienia, zarówno względem Mamoru, jak i Seiyi. Żałowała, że zachowała się tak tchórzliwie i nie porozmawiała z nim wtedy. Tak wiele razy chciała zadzwonić, ale brakowało jej odwagi. Poza tym, co by to zmieniło? Ona i Mamoru musieli być razem, takie przecież było ich przeznaczenie. Niezależnie od jej wątpliwości czy pragnień. Niezależnie od wszystkiego. Przecież nie mogło być inaczej. Prawda? Jeśli nie będą razem, Chibiusa się nie urodzi. Wiedziała, że powinna była powiedzieć prawdę narzeczonemu, ale nie potrafiła tego zrobić. To by tylko wszystko niepotrzebnie skomplikowało i niczemu dobremu nie służyło. Ukryła ten mały, brudny sekret, tych kilka wspomnień, na dnie swojego serca, gdzie ciążyły jej niczym głaz. A jednocześnie były jej najcenniejszym skarbem. Ciche pukanie do drzwi wyrwało ją z zamyślenia. Po chwili w drzwiach pojawiła się Minako z szerokim uśmiechem na twarzy i jej ślubnym bukietem w dłoni.

  • I jak, gotowa na swoją wielką chwilę? Wszyscy już czekają
  • Gotowa – odparła bez większego przekonania
  • Nie martw się, każda panna młoda odczuwa lekką tremę – Minako próbowała podnieść na duchu wyraźnie zestresowaną przyjaciółkę, wręczając jej jednocześnie bukiet – Chodźmy, Mamoru już na ciebie czeka

Usagi uśmiechnęła się nieznacznie i podążyła za rozentuzjazmowaną przyjaciółką, na spotkanie swojego przeznaczenia.

 

Advertisements

11 thoughts on “Dirty little secret – Prolog

  1. Mnie już wciągnęła twoja zapowiedź. Poproszę o jeszcze. Tylko nie każ długo czekać bo opowiadanie ma fajny klimat i chce się czytać dalej.

  2. Zapowiada sie ciekawie :) Tak sie czasem zastanawialam co by zrobila Usa w anime, gdyby byla w identycznej sytuacji ale zaraz wracam na ziemie, bo przeciez w anime ona swiata poza swoim Mamorkiem nie widziala. A tak Ty Yuri mozesz puscic wodze fantazji a my mozemy niecierpliwie czekac co dalej…
    I nie dziwie sie, ze Seyia czuje sie wykorzystany, bo Usa to wlasnie z nim zrobila. Jesli jej sie wydaje, ze o tym zapomni to jest w wielkim bledzie…
    Pozdrawiam goraco i czekam na wiecej!
    Marta

  3. no i mamy prolog :) ech ja będę inna od koleżanek i będę modlić się aby Usa jednak wsłuchała się tak na prawdę szczerze w głos swego serduszka i zrezygnowała ze ślubu bo biorąc go tylko ze względu na różowowłosą unieszczęśliwi nie tylko obu panów ale przede wszystkim siebie a z koro doszło coś po między nią a Seyią to wiadomo że Seyia nie jest jej aż tak obojętny ? pozdrawiam i czekam również na rozdziały :)

  4. Dawno mnie tutaj nie było :D Prolog mnie bardzo zaciekawił :) Już sięgam za rozdziały :)
    Muszę też znaleźć czas, aby ponownie i w końcu zakończyć czytać Twierdze Cieni ;)
    Tak dawno nic nie czytałam o tematyce SM :D Ba! Ja już nawet nie pamiętam, kiedy w ogóle coś czytałam :) Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę aby wena nigdy Cię nie opuściła :*

    Pozdrawiam Hanare :*

    • Bardzo się cieszę że wróciłaś:) Mam nadzieję że spodobają ci się moje nowe pomysły i że nie zabijesz mnie za Twierdzę. A jeśli chodzi o wenę to obecnie mnie rozsadza gorzej z czasem

  5. Od taki króciutki fragmencik na posmakowanie, jak to prolog zresztą. Aaaale, nie wiem… prosi się powiedzieć ‘’wciągnęło mnie”. Wiesz, teoretycznie nie miało jeszcze co, ale ja uwielbiam Twój styl pisania. Mam wrażenie, że widzę dokładnie to wszystko, co Ty widzisz pisząc i się w tej rzeczywistości zatapiam. Jakby mi Google VR Glasses założyli :P

Wyraź opinię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s