Przerwane marzenie – rozdział 25 (+18)

Mówiłam wam już, że was kocham? Jeśli nie to mówię teraz. Jesteście cudowne! :) Nigdy nie marzyłam nawet, że będę mieć takie wspaniałe czytelniczki :) Dlatego ten ostatni rozdział dedykuję wam wszystkim ;) i zaprasza na jutro na małą niespodziankę. Jednocześnie chcę poinformować was, że w ciągu najbliższych tygodni raczej nie pojawi się tutaj nic nowego (a z pewnością żadne dłuższe powiadanie, chyba że popełnię jakąś jednorazówkę). Nie wiem, kiedy dokładnie wrócę, ale wrócę na pewno, nie zamierzam rezygnować z pisania. Mam nadzieję że kiedy wrócę, nadal tu będziecie. Pozdrawiam was wszystkich serdecznie!

Był kolejny ciepły dzień. Jasne promienie słońca odbijały się błękitnych wodach pobliskiego jeziora, a delikatny wiatr poruszał liśćmi, unosząc wokół przyjemny zapach kwitnących drzew oliwnych. Usagi stała na szerokim balkonie wychodzącym na pałacowy ogród. Wiosenny wiatr rozwiewał jej długie złote włosy. Z uwagą przyglądała się dwóm mężczyznom bawiącym się z jej małym synkiem. Zajmowali się nim troskliwie. Obaj od początku starali się zastąpić chłopcu prawdziwego ojca, którego nigdy nie będzie dane mu poznać inaczej niż z opowieści, a jeden z nich już wkrótce miał go zastąpić w pełni. Dobrze wiedziała, że Yaten i Taiki bardzo kochają jej syna, tak samo jak wiele innych osób, On też by go pokochał.  Na jej ustach mimowolnie pojawił się smutny uśmiech.

– Szkoda, że nigdy go nie widziałeś… – szepnęła do siebie.
– Jest coraz bardziej podobny do ojca – usłyszała za sobą znajomy kobiecy głos, jednak nie odwróciła się. Kakyu podeszła do niej i stanęła obok, spoglądając na swoich dwóch strażników zajętych zabawą z bratankiem.
– Masz rację. Czasami, gdy na niego patrzę to jakbym widziała Jego. Ma te same oczy i uśmiech. Te same ciemne włosy. Jest takim kochanym małym urwisem. Seiya byłby z niego dumny – w jej oczach zalśniły łzy na wspomnienie ukochanego.
– Nadal bardzo za nim tęsknisz, prawda? – szepnęła Kakyu kładąc jej rękę na ramieniu.
– Zawsze będę za nim tęsknić, przecież wiesz. Nigdy o nim nie zapomnę – powiedziała cicho, odwracając się do przyjaciółki – Nigdy też nie pogodzę się z jego stratą. Minęło już ponad trzy lata, a świadomość, że już go nie ma, że nie mogłam nic zrobić boli mnie tak samo jak tamtego dnia. Na szczęście mam mojego kochanego synka, jego małą cząstkę. Dzięki niemu chce mi się żyć. Poza tym, tutaj czuję jakby On nadal był przy mnie. W każdym miejscu czuję jego obecność, w szepcie wiatru słyszę jego śmiech.
– Nam też go brakuje. Nie zasłużyliście na to, co was spotkało.
– Nikt nie mógł tego przewidzieć.
– Naprawdę nie tęsknisz za domem, za przyjaciółmi?
– Jedyny dom, jaki mam jest tutaj, tutaj są moi przyjaciele. Na ziemi nie mam już, czego szukać, wiesz, że nie mam tam już nic. To tutaj ponownie znalazłam szczęście… – powiedziała i uśmiechnęła się delikatnie, spoglądając na srebrnowłosego mężczyznę, dzięki któremu znów czuła się szczęśliwa i kochana.
– Cieszę się, że dobrze się u nas czujecie i z tego, że ty i Yaten jesteście razem. Od dawna zastanawiałam się, kiedy wreszcie otworzysz oczy i dostrzeżesz jego uczucie. Oboje zasłużyliście na szczęście
– Długo mi to zajęło, to prawda. Najtrudniej zauważyć coś, co ma się tuż przed oczami – szepnęła i odwróciła się z powrotem w stronę ogrodu. Mężczyzna zauważył ją uśmiechnął się do niej ciepło, a spojrzenie jego kocich zielonych oczu przepełnione było uczuciem.

***

Późny wieczór, sypialnia Usagi

Jak co noc siedziała na parapecie okna w swojej sypialni, rozczesując swoje długie włosy i patrząc na nocne niebo, tak inne niż na Ziemi. Po trzech latach wciąż nie była w stanie się do niego w pełni przyzwyczaić. Najbardziej brakowało jej widoku księżyca, jej dawnego domu. Jednak niewielka była to cena za możliwość życia w spokoju, pośród ludzi, którzy pomogli jej w trudnej chwili, otoczyli troską i przyjaźnią, gdy najbliższe, jak zdawało jej się zawsze, osoby odwróciły się od niej tylko, dlatego że postanowiła sama zadecydować o swojej przyszłości. Brakowało jej przyjaciółek, jednak im najwyraźniej nie brakowało jej, przez cały ten czas nigdy nie spróbowały się z nią skontaktować, nawet po tym, co się stało nie interesowały się nią ani jej synem. Nadal widocznie miały do niej żal, jednak ona nie żałowała nawet przez chwilę, że dokonała takiego wyboru. Mimo, że Seiyi nie było już przy niej nie żałowała tego, co zrobiła. Te szczęśliwe chwile z nim, pełne miłości były warte nawet tego żeby resztę życia spędzić samotnie. Gdyby mogła cofnąć czas postąpiłaby tak samo. Odłożyła szczotkę i nie ruszając się z miejsca oparła się o ścianę, podciągnęła kolana, przymknęła oczy i pogrążyła się we wspomnieniach.

Ze słodkiego zamyślenia wyrwał ją delikatny dotyk, ciepłej dłoni na odsłoniętym ramieniu.

– O czym myślisz?  – usłyszala niski, zmysłowy głos Yatena. Odwróciła się do niego uśmiechając ciepło, lekko zarumieniona na widok jego półnagiego, umięśnionego ciała.
– O wszystkich dobrych rzeczach, które mnie tutaj spotkały, o decyzjach, które podjęłam w swoim życiu. Nigdy bym nie pomyślała, że to wszystko tak się potoczy.
– Żałujesz, że sprzeciwiłaś się przeznaczeniu? – spytał siadając naprzeciw niej. Chwycił jej dłoń w swoją, splatając ze sobą ich palce.
–  Nie, nie żałuję. Dzięki temu zaznałam wiele szczęścia przy mężczyźnie, którego kochałam, mam cudownego syna, a dzięki Tobie znów wiem co to znaczy kochać i być kochaną.  Mimo, że z tą decyzją wiązało się też wiele cierpienia nie żałuje, że tak wybrałam – odparła zaciskając palce na jego dłoni i uśmiechnęła się – Jedyne, czego żałuję to, że dziewczyny nie są ze mną. Wiele bym dała żeby wybaczyły mi i były tutaj.

Yaten nic nie odpowiedział na te słowa, jedynie przysiadł obok niej i objął ją ramieniem, a ona przytuliła się do niego.

– Nie martw się, wszystko się ułoży. Zobaczysz.
– Dziękuję – szepnęła wpatrując się w swoją dłoń gładzącą jego nagi tors – Zawsze potrafisz mnie uspokoić.
– Pamiętasz, co ci kiedyś powiedziałem? – spytał unosząc delikatnie jej twarz ku sobie i wpatrując się w jej błękitne oczy tak intensywnie, że jej policzki pokryły się rumieńcem – Zrobię wszystko żebyś już zawsze była szczęśliwa.

Przymknęła oczy i poczuła na ustach jego gorące wargi, najpierw czułe i bardzo delikatne, jednak z każdą chwilą coraz bardziej namiętne i zachłanne. Nim się zorientowała poczuła jak unosi ją w górę. Instynktownie objęła go ramionami za szyję nie przerywając pocałunku. Położył ją na wielkim łóżku, a sam ułożył się obok niej. Oderwał się na chwilę od jej kuszących ust i spojrzał na nią z miłością, która aż zaparła jej dech w piersiach.

– Kocham cię, Usa-chan – szepnął gładząc dłonią jej zaróżowiony policzek, po czym ponownie przywarł do jej ust.

Jego dłoń wolno zsunęła się po szyi dziewczyny pieszcząc delikatnym dotykiem rozpaloną skórę, aż dotarła do piersi okrytych jedynie cieniutką koszulką. Świadomość, że od jej ciała oddziela go tylko jedwabny materiał, rozpaliła w nim płomień pożądania. Tak długo wstrzymywał się, aby jej nie spłoszyć, chociaż wiedział, że go kocha. Nie chciał jednak na nią naciskać nie wiedział, czy jest na to gotowa. W końcu ponownie oddać komuś serce to jedno, ale całą siebie to już inna sprawa. Dlatego jedynie marzył nocami o jej cudownym ciele. Teraz jednak wiedział, że już nie będzie w stanie się powstrzymać. A Ona nie odrzucała go, wiedział, że również tego pragnie. Jej dłonie nieprzerwanie błądziły po jego ciele, przyprawiając o rozkoszne dreszcze. Były takie delikatne i czułe. Oplótł jej ciało ramionami przyciskając mocno do siebie by poczuć ją jeszcze pełniej. Jego usta były nienasycone. Nagle zaskoczyła go przejmując inicjatywę. Przewróciła go na plecy i w jednej chwili znalazła się na nim, całując go zachłannie, a jej długie włosy otoczyły ich złotą zasłoną. Po chwili uniosła się i jednym ruchem zdjęła z siebie koszulkę, ten widok sprawił, że całkiem stracił zdolność myślenia.

– Usa-chan… – szepnął tylko niewyraźnie i obejmując ramionami jej talię i plecy przyciągnął do siebie.

Gdy poczuł na swoim ciele jej nagie, jędrne piersi miał wrażenie, że dłużej już nie wytrzyma. Wykonał jeden sprawny ruch i ich role się odwróciły. Teraz on był górą, pocałunkami pieszcząc jej szyję, dekolt, piersi. Wygięła ciało w łuk, a z jej ust wydobył się rozkoszny jęk, gdy poczuła język mężczyzny błądzący po jej brzuchu, wolno przesuwający się coraz niżej. Doprowadzał ją tym niemal o szaleństwa. Nawet nie zorientowała się, kiedy zdjął z niej delikatną koronkową bieliznę i sam także się rozebrał. Jedyne, co czuła i pamiętała, to cudowna rozkosz, której nie zaznała od tak dawna, gdy znalazł się w niej i niespiesznymi, jednak stanowczymi ruchami doprowadził ją do samego nieba.

***

Cztery osoby zgromadzone w przestronnym gabinecie Kakyu z uwagą wysłuchiwały relacji Taikiego z wizyty na Ziemi. Gdy skończył opowiadać Usagi podniosła się z miejsca i podeszła do okna.

– Nie żyje – powiedziała zmienionym głosem, pozbawionym jakichkolwiek emocji zaciskając dłonie na parapecie. Nie potrafiła wzbudzić w sobie nawet krztyny współczucia dla losu Mamoru. Wręcz przeciwnie…
– Usa-chan… W porządku? – spytał srebrnowłosy stając za nią i kładąc dłonie na jej ramionach. Odetchnęła głęboko i odwróciła się do niego wtulając mocno w jego ramiona.
– Tak… Teraz wszystko jest tak jak powinno… Mamoru zapłacił za to co zrobił.
– Usagi-chan, to chyba należy do Ciebie – powiedział szatyn podchodząc do nich w wyciągniętej dłoni trzymając niewielki przedmiot. Odwróciła się w jego stronę, ze zdziwieniem przyglądając się złotej broszce w kształcie serca.
– Taiki… Skąd to masz? – odparła biorąc ostrożnie do ręki klejnot w złotej oprawie i pogładziła go z nostalgią.
– Od Luny. To ona opiekowała się nim przez cały czas. Uznaliśmy, że powinien na powrót wrócić w Twoje ręce, chociaż już nie możesz z niego korzystać

Usagi oczy zaszkliły się ze wzruszenia. Nie wiedziała, co ma powiedzieć.

– Dziękuję – szepnęła tylko i przytuliła przyszłego szwagra – Taiki, wiesz coś o…
– Z Twoimi rodzicami wszystko dobrze, ale tęsknią za Tobą. Chyba zrozumieli jaki zrobili błąd – odpowiedział spokojnie
– Tak bardzo chciałabym ich zobaczyć
– To nie jest niemożliwe, wszystko jednak zależy od ciebie – Usagi była zaskoczona a jednocześnie uszczęśliwiona tymi słowami
– A co z dziewczynami?
-Mają się dobrze – odparł wymijająco i spojrzał znacząco na brata. Ten tylko skinął głową i podszedł do dziewczyny obejmując ją ramieniem
– Usa-chan, chodź ze mną na chwile, mam dla ciebie małą niespodziankę

Popatrzyła na niego nieco zaskoczona posłusznie wyszła razem z nim.

***

Z oczami przewiązanymi delikatną apaszką szła pałacowymi korytarzami prowadzona pod rękę przez Yatena

– Dlaczego po prostu mi nie powiesz, o co chodzi? Po co te wszystkie tajemnice?
– Bo to ma być niespodzianka, a co by to była za niespodzianka gdybyś wiedziała o co chodzi? Spokojnie kochanie, zaraz będziemy na miejscu

Przeszli jeszcze kilka metrów, po czym mężczyzna wprowadził ją do jakiegoś pomieszczenia. Usłyszała ruch, zorientowała się, że ktoś oprócz nich jest w środku i z pewnością nie jest to jedna osoba. Poczuła jak Yaten rozwiązuje węzeł przytrzymujący materiał na jej oczach. Gdy uchyliła powieki nie wiedziała, co ma powiedzieć. Przed nią stało osiem dziewczyn uśmiechających się łagodnie na jej widok, jednak w ich oczach widziała też niepewność.

– Usagi-chan – powiedziała cicho Rei i wolno podeszła do przyjaciółki. W oczach obu dziewczyn szkliły się łzy, po chwili obie padły sobie w ramiona, a słone krople swobodnie płynęły po ich twarzach.

W całym pomieszczeniu dało się słyszeć westchnienie ulgi zgromadzonych tam kobiet. Ich oczy również były zaczerwienione, a twarze mokre od łez. Teraz już wszystkie otoczyły blondynkę na przemian ją obejmując.

– Tak bardzo się cieszę, że was znowu widzę i że wybaczyłyście mi to, co zrobiłam.
–  Nie miałyśmy czego ci wybaczać, walczyłaś o swoje szczęście. Usagi to ty, wybacz nam, że nie okazałyśmy ci wsparcia, kiedy nas potrzebowałaś.
– Twoje szczęście zawsze było dla nas najważniejsze. Ten drań nie zasługiwał na kogoś takiego jak ty.
– Kociątko, wybacz, że nie dałyśmy rady powstrzymać Mamoru. To przez nas doszło do tej tragedii…
– Nie, tak po prostu musiało być. Nie było nam pisane przeżyć razem wielu długich lat. Seiya umierał i nikt nie był w stanie mu pomóc, dlatego łatwiej było mi pogodzić się z jego śmiercią, ale to nie mienia faktu, że nie powinien odejść w ten sposób.

Stojący przy drzwiach i obserwujący całą scenę z boku Yaten, słysząc słowa Usagi poczuł wyrzuty sumienia. Ani on, ani Taiki nigdy nie powiedzieli jej, że w chwili śmierci Seiya był całkowicie zdrowy. Zrobili to dla jej dobra, żeby nie musiała bardziej cierpieć. Przysięgli sobie, że zabiorą tą tajemnicę do grobu.

– Dlaczego nigdy nie próbowałyście się ze mną skontaktować?
– Szukałyśmy cię, jednak nie miałyśmy pojęcia, gdzie jest planeta trzech gwiazd, ani jak ją znaleźć.
-Więc jak to możliwe?
-To dzięki twojemu przyszłemu mężowi. Za pośrednictwem Taikiego przekazał nam informację, że jeśli kiedykolwiek byłaś dla nas ważna i jeśli chociaż trochę liczy się dla nas twoje szczęście to on umożliwi nam spotkanie się i naprawienie naszego błędu.

Usagi odwróciła się i spojrzała na mężczyznę opartego o framugę drzwi i uśmiechającego się delikatnie na widok szczęścia malującego się na jej twarzy. Podeszła do niego i objęła mocno.

– Dziękuję, dzięki Tobie odzyskałam przyjaciółki.
– Chciałem żeby dzień naszego ślubu był dla Ciebie naprawdę szczęśliwy. Wiedziałem, że tylko jedno może to sprawić. Poza tym obiecałem, że zrobię wszystko żebyś była szczęśliwa – powiedział cicho i złożył na jej ustach pełen miłości pocałunek.
– Teraz już nie potrzebuję niczego więcej do szczęścia.

Advertisements

18 thoughts on “Przerwane marzenie – rozdział 25 (+18)

  1. czytając ten rozdział miałam wrażenie że to ja a nie Usagi jest bohaterką opowiadania. Dosłownie wszystko przesuwało mi się przed oczami. Tak mnie wzruszyłaś, że aż łezkę uroniłam ;-> Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości wrzucisz coś na bloga. Pozdrawiam Księżycowo i czekam

  2. Zaspokoiłaś moją niecierpliwość. Arigatou!
    Usagi w pełni szczęśliwa, takie zakończenia uwielbiam, a noc pisana tak delikatnie i wręcz intymnie, I like it!:*

  3. ech cuuuuudowny ten rozdział aż się rozmarzyłam Usa wreszcie może być naprawdę szczęśliwa i szkoda że to już koniec tej historii ale cóż wszystko kiedyś się kończy zwłaszcza to co najlepsze :)))

  4. Piękne zakończenie, lepszego nie mogłabym sobie wymarzyć ;D. Czekam teraz na nowe smakowitości ;). Pozdrawiam cieplutko :*

Wyraź opinię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s