Przerwane marzenie – rozdział 22

No i kolejny już rozdział :)  Dużymi krokami zbliżamy się do końca (teraz już na serio). Mam nadzieję że ten się wam spodoba, chociaż nie jest specjalnie długi :) Moja muzyczna inspiracja do pisania tego rozdziału jest tutaj (tu uśmiech w stronę Wioli, która jako fanka RBD z pewnością bardzo dobrze zna tę piosenkę). Miłego czytania i pozdrawiam was serdecznie.
P.S. Dziękuję wam wszystkim, że jesteście :)

 —

Z wyrazem niedowierzania malującym się na twarzy, wpatrywała się w leżące w kołysce nowonarodzone dziecko.

– To niemożliwe – szeptała do siebie raz po raz i kręcąc przy tym przecząco głową wybiegła z pomieszczenia.

Nikt nie rozumiał, co się z nią działo, z wyjątkiem Yatena, który jako jedyny dosłyszał imię wyszeptane chwilę wcześniej przez dziewczynę. Nie tłumacząc nic nikomu pobiegł za nią. Dobrze wiedział gdzie może ją znaleźć. Często, gdy potrzebowała samotności, szła pod kwitnące teraz drzewo wiśni w centrum pałacowego ogrodu. Nie pomylił się, z daleka dostrzegł postać dziewczyny siedzącej na kamiennej ławce z nogami podciągniętymi pod brodę, obejmując je ramionami.

– Usa-chan? – odezwał się cicho, podchodząc bliżej i kładąc dłoń na jej ramieniu. Drgnęła i odwróciła się gwałtownie, wzrokiem napotykając na przepełnione troską zielone oczy.
– Yaten – odparła odwracając szybko wzrok, a jej serce kolejny raz zabiło szybciej na jego widok.
– Co się dzieje? – zapytał siadając obok niej.
– To takie dziwne – zaczęła po chwili milczenia, unosząc głowę i odchyliwszy się do tyłu spojrzała na oświetlone blaskiem trzech gwiazd pąki kwiatów nad sobą – Kiedy zobaczyłam tę dziewczynkę poczułam, że ją znam. Jestem pewna, że to ona. Córka Kakyuu to Chibiusa, dziecko, które miałam mieć z Mamoru. Nie rozumiem jak to się stało, że urodziła się tutaj. Chociaż wiedziałam, że po urodzeniu Hikaru ja nie mogłam już być jej matką, zresztą sam wiesz, dlaczego, to byłam przekonana, że w takim razie będzie córką Mamoru. Mimo, że teraz nie chciałabym żeby to on był jej ojcem, nie po tym, co zrobił i kim się stał.
– Może na Ziemi zdarzyło się coś, co sprawiło, że nie mogła przyjść tam na świat?
– Może… – odparła cicho podnosząc się z miejsca i wolno odeszła kilka kroków, po czym odwróciła się opierając plecami o pień, z wzrokiem wbitym w ziemię – To wszystko wydaje się takie nierealne. Przez cały czas myślałam, że ją straciłam. Nie zrozum mnie źle, kocham Hikaru, jest moim małym promyczkiem, jedynym, co mi pozostało po Seiyi i nie wyobrażam sobie życia bez niego, ale ją również kochałam. A teraz będzie blisko mnie, chociaż już nie jest moja.
– Z pewnością trudno ci z tą świadomością – bardziej stwierdził niż spytał, stając naprzeciw niej w odległości kilku kroków
– Szczerze? Poczułam ulgę, chociaż przyznam, ta sytuacja bardzo mnie zaskoczyła. Nadal nie mogę w to uwierzyć. Teraz jednak wiem, że nic jej nie grozi. Cieszę się, że będę mogła zobaczyć jak dorasta. Wiem, że Kakyu będzie dla niej wspaniałą matką, a Atasuke ojcem… – szepnęła podnosząc na niego wzrok, a z jej zaszklonych oczu strumieniem popłynęły łzy, gdy przypomniała sobie widok króla Kinmoku, trzymającego w ramionach maleńkie dziecko i ponownie pomyślała o utraconym ukochanym. W ciągu kilku sekund znalazł się przy niej, obejmując ją ramieniem, dłonią ocierał mokre policzki.

– Cicho. Spokojnie kochanie. Już wszystko w porządku. Jestem przy Tobie – szeptał jej czule do ucha, tuląc mocno do siebie.

Przytulona do niego, ściskając w dłoniach jego koszulę na piersi powoli odzyskiwała równowagę. W jego silnych ramionach poczuła się spokojna i bezpieczna. Miała nieodparte uczucie, jakby w końcu znalazła się we właściwym miejscu. Ta świadomość ogromnie ją zaskoczyła. Nieznacznie odsunęła się, odwracając głowę, żeby nie patrzeć na niego, zawstydzona swoimi myślami i pragnieniami, które nią owładnęły. Delikatnie odwrócił ją ku sobie i natychmiast zatonęła w jego spojrzeniu, pełnym niewypowiedzianych dotąd uczuć. Jej serce biło w szalonym tempie, jego również, choć nie zdawała sobie z tego sprawy. Ich twarze powoli zbliżały się do siebie, niby przyciągane niewidzialnym magnesem. Gdy dzieliły ich już centymetry ocknęła się zdając sobie sprawę z tego, co się dzieje. Natychmiast cofnęła się i szeptając przepraszam uciekła w noc, kierując się w stronę pałacu, nie wierząc w to, co chciała przed chwilą zrobić. Został na miejscu, z pustymi teraz ramionami, zaciskając dłonie z bezsilnej złości na samego siebie i swoją słabość, przekonany, że właśnie zepsuł wszystko między nimi.

***

Nie umiała spojrzeć mu w twarz, po tym jak kilka dni temu, niemal doszło między nimi do pocałunku. Początkowo nie wiedziała, co ją opanowało. Dlaczego w jego ramionach poczuła się tak dobrze i spokojnie? W końcu jednak dotarło do niej, że zakochała się w najlepszym przyjacielu, bracie zmarłego ukochanego, ojca jej dziecka. Wiedziała, że powinna o tym z nim porozmawiać, jednak nie wiedziała jak to zrobić, co miałaby mu powiedzieć. Bała się, że wyznanie mu swoich może zniszczyć ich przyjaźń, a tego nie chciała. Nie mogła też wciąż przed nim uciekać. Potrzebowała jego obecności w swoim życiu, Hikaru również. Malec bardzo kochał Yatena. Musiała pomyśleć, co dalej, było tylko jedno miejsce, w którym mogła to zrobić.

***

Od kilku dni nie mógł znaleźć sobie miejsca. Był wściekły na siebie, bo nie okazał się na tyle silny by zapanować nad sobą, gdy znalazł się tak blisko niej. Przez tak długi czas udało mu się ukrywać przed nią swoje uczucie, które z każdym dniem stawało się silniejsze. Wiedział, że ona nigdy nie będzie jego, że nigdy nie pokocha go tak jak on kochał ją. Nie miał pojęcia czy w ogóle byłaby w stanie go kiedykolwiek pokochać. Był gotów zadowolić się jedynie jej przyjaźnią, chociaż nie było to wcale proste, ale przynajmniej mógł być blisko niej i Hikaru, którego kochał jak własnego syna i tak samo traktował. A teraz przez chwilę jego słabości, ona zaczęła go unikać. Jeśli znaleźli się gdzieś sam na sam, ona natychmiast wychodziła, przy innych starała się go nie zauważać i odwracała w inną stronę. Bolało go to, bolało jak diabli i wiedział, że sam był temu winny.  Musi coś zrobić, żeby ich nie stracić.  Musi z nią porozmawiać. Dłużej nie był w stanie znieść tej sytuacji.

***

Brama cmentarza skrzypnęła lekko zamykając się za drobną blondynką. Wolno przeszła alejkami między okazałymi grobowcami i pomnikami wojowników, aż doszła do tego jednego, przy którym spędziła tak wiele godzin i wylała tak wiele łez.  Przychodziła tu zawsze, gdy chciała z nim porozmawiać, gdy miała kłopot, którego nie umiała rozwiązać. I chociaż zawsze te „rozmowy” były jedynie jej monologiem, pomagało.  Tym razem też miała problem. Nie potrafiła poradzić sobie z targającymi nią uczuciami, które odkryła w sobie niedawno.

– Tak bardzo bym chciała, żebyś nadal był ze mną. Wszystko byłoby wtedy łatwiejsze – szepnęła gładząc dłonią szorstką kamienną płytę, na której wyryte było jego imię i data śmierci – Nasz syn ma już półtora roku. Z każdym dniem jest do ciebie coraz bardziej podobny.  To prawdziwy mały urwis, ale i tak wszyscy bardzo go kochają. Kakyu urodziła nie dawno córeczkę. Może to dziwne, ale jestem niemal pewna, że ta dziewczynka to Chibiusa, która miała być córką moją i Mamoru. Wygląda identycznie, ma tę samą aurę.  Nie wiem, jakim cudem narodziła się tutaj. Możesz mi wierzyć, że kiedy ją zobaczyłam doznałam ogromnego wstrząsu.  Kakyu chce wysłać na ziemię Taikiego, żeby dowiedział się, co się tam stało przez ten czas, od kiedy tu jestem. Może to coś nam wyjaśni? Oboje rodzice są bardzo szczęśliwi, nazwali małą Tianara, po matce Atasuke. Razem z Yatenem mamy zostać jej rodzicami chrzestnymi… Właśnie, Yaten… Tak naprawdę to, dlatego tu przyszłam.  Boję się tego jak działa na mnie jego bliskość.  On sprawia, że wracają uczucia, które odczuwałam tylko przy Tobie. Chociaż wydawało mi się to z początku niemożliwe, wiem, że zakochałam się w nim. Nie wiem, kiedy się to stało. I nie wiem, co z tym zrobić. Dla niego jestem tylko przyjaciółką, dziewczyną, którą kochałeś i którą obiecał się opiekować.  Od kiedy zrozumiałam swoje uczucia unikam go, chociaż to dla mnie bardzo trudne, bo przywykłam już, że zawsze jest blisko. Powinnam z nim porozmawiać, wiem, ale boję się jego reakcji. Jestem pewna, że nie masz mi za złe tego, iż znów kogoś pokochałam, sam wiesz, że i tak nikogo nie nie będę kochać tak jak Ciebie. Ty zawsze będziesz zajmował najważniejsze miejsce w moim sercu, tak jak Hikaru, ale nie potrafię i nie chcę żyć sama. Nie wiem już, co robić kochany, pomóż mi proszę. Jestem taka zagubiona.

***

Stała na plaży oświetlonej jedynie srebrnym światłem księżyca, a nad głową niebo lśniło milionami gwiazd. Morskie fale leniwie obmywały jej stopy zagłębione w mokrym piasku. Z zamkniętymi oczami wsłuchiwała się w ich szum, a lekki wiatr rozwiewał jej rozpuszczone, złote włosy. Wszystkimi zmysłami wyczuła jego obecność. Uchyliła powieki i w odległości kilku metrów dostrzegła przyglądającego się jej przystojnego bruneta, ze zmysłowym uśmiechem na ustach i rękami schowanymi w kieszeniach jasnych spodni. Wyglądał dokładnie tak samo jak wtedy, gdy widzieli się ostatni raz. Nie czekając ani chwili podbiegła do niego, wtulając twarz w szeroką pierś mężczyzny, a on obejmując ją ramionami przyciągnął mocno do siebie.

– Tak bardzo za Tobą tęsknię. Zawsze będę. Dlaczego to musiało się tak skończyć?
–  Ja również tęsknię. Żałuję, że nie mieliśmy dla siebie więcej czasu. Niestety nie każde uczucie może liczyć na szczęśliwe zakończenie – odparł patrząc jej w oczy, dłonią gładząc jej policzek – Ty wciąż jeszcze masz szansę na szczęście. Nie przegap jej, nie wahaj się. Pamiętaj, że nie ważne gdzie jestem, zawsze będę Cię kochał. Zawsze będę przy Tobie. 

Pochylił się nad nią składając na jej ustach delikatny pocałunek, przepełniony uczuciem, a ona rozkoszowała się nim i odpowiadała z zamkniętymi oczami. Tak bardzo brakowało jej jego czułości i smaku jego ust. Przyciągnęła go do siebie. Jej ręce objęły go mocno, nie chciała go już wypuszczać i ponownie stracić.  Usta złączyły się w namiętnym tańcu

– Kocham Cię – szepnęła otwierając powieki, jednak zamiast jego granatowych oczu, napotkała spojrzenie innych, szmaragdowo zielonych, patrzących na nią z ogromną miłością…

Advertisements

13 thoughts on “Przerwane marzenie – rozdział 22

  1. Zgadzam się, Odango! Piękna jest ta końcówka. A jeszcze słuchałam jej przy moim ulubionym utworze :D Rozpływam się przez to zakończenie…. :D

  2. Najbardziej wzruszyła się na końcuTak mi gardło się ścisnęło, że prawie się popłakałam. A te cztery ostatnie akapity to po prostu bomba. Czekam na dalszy rozwój akcji. Pozdrawiam Księżycowo

  3. Kochana, oba oczka do Ciebie puszczam :D Za rozdział i za utwór ;) Pokłony dla Ciebie za wspaniały rozdział. Jestem ogromnie wzruszona. Cała drżę, bo sama wyobraziłam sobie jak Seiya stoi na plaży i się uśmiecha. Brakuje mi słów, żeby opisać to, co czuję.
    Więcej takich rozdziałów, buziaki :***

  4. „Kocham Cię – szepnęła otwierając powieki, jednak zamiast jego granatowych oczu, napotkała spojrzenie innych, szmaragdowo zielonych, patrzących na nią z ogromną miłością…” a mnie powalił znowu ten fragment… Jak wytłumaczy Yatenowi, że to nie do niego były skierowane te słowa, chociaż i tak go kocha?:) A może Seiya to przewidział i sprawił, że dzięki niemu Odango wyznała swoje uczucia Yatenowi:) Boski rozdział, szkoda, że to już koniec;(

Wyraź opinię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s