Przerwane marzenie – rozdział 18

Oficjalnie znoszę zawieszenie bloga.  Jak już wspominałam ten rozdział tak jak poprzedni dedykowany jest moon, chciałabym jednak dedykować również Wioli, ponieważ zgodziła się nie przerywać GN. Co do rozdziału. Mam nadzieję że tym razem tak wami nie wstrząsnę :) chociaż kto wie.  Przyznam że trudno mi się go pisało (zapewne wiecie z jakich względów), ale jestem z niego w miarę zadowolona (chociaż nie tak jak z poprzedniego). W czasie czytania polecam posłuchać Star Carillon, przy tym utworze pisałam cały ten rozdział, świetnie pasuje do nastroju.  Miłego czytania!

Brunet docisnął dłonie do brzucha, w który kilka sekund wcześniej trafiła kula, przeszywając jego ciało na wylot, mimo to nie czuł bólu. Ze zdziwieniem i niedowierzaniem spojrzał na zakrwawioną dłoń a potem na twarz rywala, który nadal stał z wycelowanym w jego stronę pistoletem, na jego ubraniu widniały ślady krwi. Mężczyzna zatoczył się lekko do tyłu i upadł na podłogę podpierając się jedną ręką. Na jego twarzy malował się ból i żal.

– Seiya! – panującą ciszę rozdarł przepełniony rozpaczą krzyk Usagi. Nie zważając na nic w ciągu kilku sekund znalazła się przy ukochanym, który siedział na podłodze ciężko łapiąc powietrze wciąż przyciskając dłoń do rany, a spomiędzy jego palców nieprzerwanie ciekła krew. Dziewczyna rozerwała sukienkę i starała się zatamować jakoś krwotok
– O… Odango… – szepnął niewyraźnie patrząc na zalaną łzami twarz ukochanej.
– Nic nie mów – pokręciła tylko głową – Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Wyjdziesz z tego.

Yaten stał w drzwiach kuchni zaciskając dłonie w pięści. Przed oczami wciąż widział niedawną radość brata z odzyskanego zdrowia, wciąż słyszał jego wesoły głos, gdy przez całą drogę do domu snuł plany na przyszłość i scenę z przed chwili, gdy stojący wciąż nad nim mężczyzna w tak brutalny sposób zgasił jego szczęście. Poczuł wzbierającą w sobie wściekłość i łzy napływające do oczu. Nie zastanawiając się wiele ruszył w kierunku Mamoru stojącego nad ledwie żywym Seiyą i obejmującą go Usagi.

– Ty parszywy draniu! – krzyknął wytrącając mu z ręki pistolet i nim brunet zdążył jakoś zareagować otrzymał potężny cios w brzuch a później w szczękę, po którym upadł na podłogę. Jednak srebrnowłosy ani myślał na tym poprzestać. Doskoczył do niego i chwytając za koszulę na oślep wymierzał mu ciosy jeden za drugim, jednak Mamoru już tego nie czuł. Po którymś z kolei uderzeniu stracił przytomność. Yaten opamiętał się dopiero słysząc cichy, niewyraźny głos brata. Rzucił nieprzytomnego mężczyznę na ziemię i natychmiast znalazł się przy nich.
– Yaten… Pamiętaj… co obiecałeś… – Seiya z trudem wymawiał słowa. Widzieli, że trzyma się tylko siłą woli. Czuł, że długo nie wytrzyma. Usagi nadal przyciskała coraz bardziej zakrwawiony materiał do rany nie chcąc dopuścić do siebie myśli, że to na nic.
– Nie gadaj głupot! Wyjdziesz z tego, słyszysz! – zawołał, z jego oczu płynęły łzy. Starał się nie zauważać powiększającej się kałuży krwi na podłodze – Musisz się trzymać! Nie możesz umrzeć! Nie teraz! Nie tak!
– Pamiętaj… – powtórzył zaciskając dłoń na jego ramieniu. Yaten przytaknął tylko, nie był w stanie nic powiedzieć. Brunet uśmiechnął się nieznacznie i znów spojrzał na ukochaną z miłością, jednak w jego spojrzeniu krył się też żal. Yaten dobrze wiedział, że sami nie są wstanie go uratować, dlatego postanowił zostawić ich na chwilę samych, żeby mogli się pożegnać. Odszedł na bok i ocierając łzy wyciągnął z kieszeni telefon i wybrał numer na policję.
– Tak bardzo… cieszyłem się…, że jednak je zobaczę…, że wspólnie je wychowamy… – powiedział cicho Seiya, kładąc zakrwawioną dłoń na brzuchu dziewczyny – Los… jednak jest złośliwy – uśmiechnął się krzywo, z bólem. Coraz trudniej było mu pozostać przytomnym, czuł ogarniającą go słabość. Tak bardzo pragnął z nią zostać jednak wiedział, że to nie możliwe.
– Seiya – dziewczyna nie bardzo wiedziała jak odebrać jego słowa, z jej oczu nieprzerwanie płynęły łzy
– Opiekuj się… naszym maleństwem… i nigdy… się nie poddawaj… Musisz… być silna… Pamiętaj… że Cię kocham… was…
– Ja też cię kocham. Trzymaj się kochanie. Proszę, nie możesz mnie zostawić. Nie przeżyję bez ciebie. Zabierzemy cię do szpitala. Zobaczysz, że wszystko będzie dobrze. Seiya, błagam cię, nie zamykaj oczu. Seiya? Seiya! – krzyczała, wciąż na nowo zalewając się łzami, chociaż dobrze wiedziała, że to na nic. On już jej nie słyszał. Przytuliła do siebie jego bezwładne ciało i pogrążyła się w rozpaczy.

***

Gdy dotarł na miejsce przed domem stało kilka radiowozów i karetka. Nie miał pojęcia, co tu się stało, ale był pełen najgorszych obaw. Jakiś policjant próbował go zatrzymać, jednak, gdy powiedział, że tam jest jego rodzina przepuszczono go ze współczującym spojrzeniem. W drzwiach wejściowych minęło go dwóch funkcjonariuszy wyprowadzających skutego Mamoru. Był poważnie poturbowany, jednak wyraz jego twarzy sprawił, że Taikiego przeszył dreszcz. W salonie zauważył okrytą kocem Usagi, od razu podszedł do niej. Dziewczyna była roztrzęsiona, patrzyła przed siebie nieprzytomnym wzrokiem. Jego uwadze nie uszła jej podarta i zakrwawiona sukienka.

– Usagi-chan, co tu się stało? Gdzie Seiya i Yaten? – ona jednak nie odpowiedziała, nawet na niego nie spojrzała, jakby wyłączyła się z rzeczywistości.

Zdezorientowany rozejrzał się po pomieszczeniu. W końcu w korytarzu dojrzał najmłodszego brata. Szybko podszedł do niego.

– Taiki, dobrze, że jesteś. Próbowałem się do ciebie dodzwonić, ale nie odbierałeś.
– Zapomniałem telefonu. Widziałem jak zabierali stąd Mamoru. Co tu się stało? Gdzie Seiya?

Srebrnowłosy przez chwile się nie odzywał, zacisnął jedynie dłonie w pięści i spojrzał w kierunku kuchni. Szatyn podążył za jego wzrokiem. To, co zobaczył sprawiło, że krew odpłynęła z jego twarzy. Kilku sanitariuszy zamykało właśnie ciało jego brata w czarnym plastikowym worku. Na podłodze pełno było krwi

– To niemożliwe. Dlaczego? Jak to się stało?

Yaten opowiedział mu dokładnie o wszystkim, co zdarzyło się od ich przyjazdu. O groźbach Mamoru i szamotaninie, w której Seiya został postrzelony.

– Nie miał szans – powiedział cicho, chociaż słowa przychodziły mu z trudem – Kula przeszła na wylot, prawdopodobnie uszkadzając jakieś ważne narządy, bardzo krwawił, nie mogliśmy nic zrobić. Koniec przyszedł szybko. To niesprawiedliwe. Nie zasłużył na to. Oboje nie zasłużyli.
– Masz rację. To nie powinno było się zdarzyć. Ten drań musi odpowiedzieć za to, co zrobił.
– Miałem ochotę go zabić, ale Seiya mnie powstrzymał.
– I miał rację. Zabiłbyś gnidę, a poszedł siedzieć jak za człowieka. I co by to dało? Przecież czasu w ten sposób nie cofniesz. Nie przywrócisz mu tym życia. Chiba stanie przed sądem i to musi nam wystarczyć. A co z Usagi?
– A jak ci się wydaje? Załamała się. Seiya skonał na jej rękach. Wciąż powtarzała, że to jej wina. Wyrzuca sobie, że nie mogła mu pomóc, bo wyrzekła się swojej mocy.
– Szczęście, że nie zdążyła się dowiedzieć, że wyzdrowiał. Teraz jest załamana, ale w końcu się otrząśnie. Była przecież przygotowana na to, że on wkrótce umrze. Najlepiej żebyśmy nic jej nie mówili.
– Masz rację nie powinna o tym wiedzieć. To byłoby dla niej za wiele. Powinna teraz odpocząć. W końcu musi siebie dbać – srebrnowłosy kątem oka dostrzegł kierującego się w ich stronę policjanta – Zabierz ją teraz do naszego mieszkania, nie powinna tutaj dłużej zostawać. Poza tym obiecałem Seiyi, że się nią zaopiekuję, ale teraz muszę jechać na posterunek – powiedział a Taiki spojrzał na stojącego w pobliżu i patrzącego na nich w znaczący sposób mundurowego
– Nie złożyłeś jeszcze zeznań? – Taiki był szczerze zdziwiony
– Nie w tym rzecz. Chcą mnie zatrzymać na 48 godzin, za pobicie tego palanta. Na szczęście zgodzili się poczekać aż się tu zjawisz. Nie mogłem przecież zostawić jej samej.
– Chyba sobie ze mnie żartujesz?
– Uwierz, że chciałbym – odparł srebrnowłosy z krzywym uśmiechem.

***

Powoli dochodziła do siebie, dzięki wsparciu Yatena i Taikiego. Nie pogodziła się z tym, co się stało, wiedziała, że nigdy nie będzie w umiała się z tym pogodzić. Jednak musiała być silna, tak jak ją o to prosił. Chociaż bardzo cierpiała i tęskniła za nim wiedziała, że ma jeszcze, dla kogo żyć. Ta maleńka istotka, która w niej rosła potrzebowała jej. Była jedyną pamiątką ich wielkiej miłości.

Niedługo po wypuszczeniu Yatena, Taiki udał się do kostnicy, zabrać ciało brata i jeszcze tego samego dnia wrócił z nim na Kinmok, gdzie jak zadecydowała Kakyu, miał spocząć pośród największych wojowników ich królestwa. Usagi spędziła w mieszkaniu braci Kou nieco ponad tydzień. W końcu jednak postanowiła, że nie może dłużej być dla nich obciążeniem. Nadszedł czas powrotu do domu. Chociaż nie chciała tego okazać bardzo się bała jak zostanie przyjęta. Jednego z wieczorów poinformowała Yatena o swojej decyzji

– Usagi-chan, jesteś pewna? Przecież wiesz, że możesz tu zostać tak długo jak będziesz tego potrzebować.
– Wiem o tym – odparła uśmiechając się łagodnie – Dobrze to przemyślałam. Najwyższa pora żebym wróciła do swojego domu. Ty z pewnością też chciałbyś już wrócić na Kinmok. Masz przecież swoje życie. Podobno ktoś tam na ciebie czeka.

Mężczyzna skrzywił się nieznacznie na tę uwagę. Owszem miał kogoś na Kinmoku, ale to już była skończona historia, tyle że wiedział o tym tylko Taiki. Dziewczyna, którą jak mu się wtedy wydawało kochał, nie potrafiła zaakceptować jego decyzji o wyjeździe z braćmi. Jak się okazało nie obchodził ją fakt, że chce pomóc bratu, przy okazji spędzając z nim więcej czasu. W końcu dobrze wiedzieli, że on najpewniej już z tej wyprawy nie wróci. Dała mu wybór – ona albo bracia. Jego wybór był prosty.

– Mylisz się Usagi-chan – powiedział cicho odwracając wzrok – Nikt tam na mnie nie czeka, ale nie chcę teraz o tym mówić. Nie chcę tam na razie wracać. Poza tym, obiecałem Seiyi, że zaopiekuję się tobą i waszym dzieckiem. Jeśli taka jest twoja wola, jutro odwiozę cię, do domu. Jednak pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć.
– Dziękuję ci – powiedziała z wdzięcznością, kładąc swoją drobną dłoń na jego dłoni – Gdyby nie wy, nie wiem jakbym sobie z tym poradziła.

Uśmiechnął się nieznacznie w odpowiedzi i mocniej uścisnął jej dłoń.

***

Późnym popołudniem czarny van zatrzymał się przed domem rodziny Tsukino. Siedząca w środku drobna blondynka patrzyła z niepokojem na rozświetlony budynek.
– Denerwujesz się? – głos siedzącego obok mężczyzny wyrwał ją z zamyślenia
– Czy ja wiem? Może trochę. To takie dziwne wrócić tutaj po tym wszystkim, co się stało. Teraz już nic nie będzie takie samo – poczuła ciepło jego dłoni na swojej.
– Jeśli chcesz pójdę z tobą, będzie ci łatwiej – popatrzyła na niego i uśmiechając się odrobinę,
– Nie trzeba, muszę poradzić sobie z tym sama.

Z każdym krokiem bliżej domu. Z każdym krokiem denerwowała się coraz bardziej. Jak zareagują rodzice? Czy wybaczyli jej to, co zrobiła?  Z nerwowo bijącym sercem stanęła przed drzwiami i drżącą dłonią nacisnęła dzwonek.

Ta chwila oczekiwania trwała w nieskończoność. W końcu usłyszała ruch po drugiej stronie, a po chwili stanęła w nich Ikuko. Na widok dziewczyny stojącej na progu kobieta zastygła zaskoczona, wyraz jej twarzy był nieodgadniony. Nie wykonała żadnego najdrobniejszego bodaj gestu, żeby powitać córkę, po prostu stała i patrzyła na nią z niedowierzaniem, bólem i żalem. Nagle odwróciła się i zawołała męża.

– Co się stało kochanie? – spytał Kenji wchodząc do korytarza. Na widok córki wyraz jego twarzy zmienił się diametralnie – Co robi tu ta dziewczyna? – spytał ostro, jego głos był tak zimny, że Usagi poczuła jakby jej serce przeszyło ostrze.
– Tato… – zaczęła niepewnie.
– Nie mów tak o mnie! My już nie mamy córki! – jego ton nadal był zimny. W oczach dziewczyny stanęły łzy.
– Proszę, wybaczcie mi! Nie chciałam was zawieść. Nie mogę wyjawić wam powodów swojego postępowania, ale nie miałam innego wyjścia. Proszę, pozwólcie mi wrócić.
– Uciekłaś z domu z jakimś mężczyzną jak jakaś ulicznica. Przyniosłaś wstyd naszej rodzinie, a teraz ośmielasz się stać tutaj i prosić żebyśmy się znów przyjęli, nie wyjaśniając nam niczego. Okłamywałaś nas. Jak mielibyśmy ci znowu zaufać?! Wracaj do tego, z którym uciekłaś. Tutaj nie masz już, czego szukać!
– Nie mogę. Błagam pozwólcie mi wrócić do domu – z oczu dziewczyny popłynęła nowa fala łez.
– Czyżby zdążył się tobą znudzić? To, dlatego wracasz z podkulonym ogonem?
– Nie on… on… – Usagi nie była w stanie dokończyć przed jej oczami znów stanęła ta straszna chwila.
– Usagi-chan, wracaj do samochodu – nagle usłyszała za sobą głos Yatena. Nie miała pojęcia skąd się tam wziął, przecież miał zostać w aucie. Nie wiedziała, że chłopak poszedł za nią i ukryty za ogrodzeniem słyszał wszystko.
– Yaten…
– Powiedziałem wracaj do samochodu – powtórzył jeszcze raz, tym razem usłuchała. Gdy zostali sami spojrzał na ojca dziewczyny z gniewem w oczach.
– Jak może pan tak traktować swoją córkę? Nawet nie zdaje pan sobie sprawy jak wiele przeszła.
– A kim ty jesteś żeby mnie pouczać jak mam postępować ze swoimi dziećmi?
– Jej przyjacielem i bratem mężczyzny, z którym uciekła – widział, że mężczyzna ma zamiar coś powiedzieć, jednak nie pozwolił mu na to – Mój brat nie żyje. Zastrzelił go ten psychopata, jej były chłopak. Seiya bronił pańskiej córki, nie chciał dopuścić żeby tamten zrobił jej krzywdę, bo kochał ją bardziej niż własne życie. Ona również go kochała. Chcieli być razem, jednak były osoby, które nie zaakceptowałyby ich związku. Dlatego między innymi uciekli. Usagi to wspaniała dziewczyna, nawet nie zdają sobie państwo sprawy jak bardzo, powinniście być z niej dumni. Jeżeli urażona duma, opinia innych i honor rodziny są dla państwa ważniejsze niż własne dziecko, to bardzo państwu współczuję. Nie pozwolę jej tutaj zostać. Moja rodzina zajmie się nią i jej dzieckiem. Żegnam – powiedział i odszedł zostawiając oniemiałego mężczyznę.

***

– I co ja teraz zrobię? Gdzie mam teraz iść? – Usagi nie przestawała zanosić się łzami, rozmowa z ojcem kompletnie wytrąciła ją z tej delikatnej równowagi, jaką udało jej się osiągnąć po ostatnich zdarzeniach – Przyjaciółki mnie nienawidzą, rodzice mają do mnie żal i nie chcą mnie widzieć. Nie mam tu już nic.
– W takim razie leć ze mną na Kinmoku. Tam zaczniesz od nowa. Zaopiekujemy się wami.
– Przecież nie chciałeś na razie wracać.
– Nie chciałem, ale jeśli ty nie możesz tu zostać, to mnie też nic nie trzyma na ziemi.
– Myślisz, że mogłabym?
– Jestem pewien, że księżniczka bardzo się ucieszy na twój widok.

Reklamy

14 thoughts on “Przerwane marzenie – rozdział 18

  1. Jak ja Cię dziekuję za ten rozdział! Ogromnie się wzruszyłam…Biedny Seiya…
    Gdybym mogła, to sama wpakowałabym Mamorowi kulkę w łeb! Ale Taiki miał rację, zabije się gnidę, a idzie się siedzieć jak za człowieka.
    Przerazili mnie rodzice Usagi, jak mogli tak okrutnie postąpić? Za to Yaten zachował się po mistrzowsku, wspaniały facet. Usa na pewno będzie w dobrych rękach:)

  2. Ja czuję, że Yaten będzie się opiekował Usagi nie tylko z powodu woli Jego brata :) Świetny rozdział! :):):) Bardzo mi się podobają takie tragiczne zakończenia (Wiem, wiem… Okrutna jestem)

  3. Jak to czym? Bardzo wiele robisz dla nas wszystkich, wspierasz i motywujesz :) Obiecuję że w kolejnych rozdziałach los będzie dla niej nieco łaskawszy

  4. Też mam takie przeczucie, że strony Yatena to nie będzie tylko wypełnieniem obietnicy ;). Cieszy mnie fakt, że to właśnie on zaopiekuje się Usą ^^. Pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy.

  5. bardzo smutny i wzruszający rozdział… ale bardzo mi się podobał :) i mam nadzieję że ta gnida dostanie za swoje :) no ja liczę że Yaten zaopiekuje się Usą ale tylko zaopiekuje :) czekam na dalej :)

  6. przepiękny i bardzo wzruszjący ten rozdział bardzo szkoda mi Usy tyle poświęciła a spotkało ją tyle nieszczęścia ,rodzice zachowali się wobec niej karygodnie a miałam o nich leprze zdanie a najbardziej spodobało mi się zachowanie Yatena super facet on napewno dobrze zaopiekuje się Usą i dzieckiem czekam na ciąg dalszy i pozdrawiam :)))

  7. Rozpłakałam się…… Yaten w końcu mi się podoba. Szkoda, że tej Gnidy nie udusił, każdy sąd by go uniewinnił. Liczę,że Zielonooki wypełni prośbę brata. Choinka, czemu Seiya musiał umrzeć. Mam nadzieję, że Mamoru zgnije w więzieniu. Albo lepiej przejdzie po nim huragan Haruka….

  8. Normalnie się popłakałam jak jakiś bóbr. To nie fair, że SEIYA nie żyje, ale cóż pewnie miałaś powód żeby GO uśmiercić. Mam nadzieję, że tego psu brata chibe spotka wszystko co najgorsze. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. Pozdrowionka dla wszystkich ;->

  9. Rozdział piękny, ryczałam nad nim jak bór :(
    Yaten jest kochany, dobrze przygadał ojcu Usagi.
    Czekam na kolejny rozdział.

Wyraź opinię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s