Przerwane marzenie – rozdział 17

Tym razem dłużej tak jak obiecałam :) Ten i kolejny rozdział dedykuję moon, która od początku popierała mój pomysł, chociaż jest on przeciwny oczekiwaniom większości.

Okolice Sakado, dom Usagi i Seiyi, następnego dnia

– Seiya przestań się w końcu wykręcać. Już wczoraj miałeś jechać do Taikiego na badania. – Usagi postanowiła być stanowcza. Wiedziała, że jej ukochany tego nie chce, ale stan jego zdrowia musiał być pod kontrolą. I tak Taiki ograniczył wykonywanie badań do jednego razu w miesiącu
– Króliczku, nie naciskaj, proszę cię. Przecież te badania są zupełnie niepotrzebne.
– Nie zachowuj się jak dziecko, dobrze wiesz, że są potrzebne. Nie wiem, czego się boisz, przecież wyniki zna tylko twój brat, w końcu sam mu powiedziałeś żeby nie informował cię ile czasu jeszcze zostało. Poza tym takie było polecenie Kakyu, Taiki ma pilnować stanu twojego zdrowia i informować ją – powiedziała podchodząc do niego i obejmując ramionami od tyłu
– Tak, wiem o tym. Po prostu nie chcę żebyś była sama, nie powinnaś się teraz przemęczać – odparł odwracając się, dłonią pogładził paski brzuch dziewczyny
– Nie próbuj takich sztuczek – Usagi pogroziła mu palcem z groźną miną – Jestem w ciąży a nie obłożnie chora. Z pewnością poradzę sobie z domowymi obowiązkami i ugotowaniem obiadu. Poza tym pamiętaj, że kobiecie w ciąży się nie odmawia


– Dobrze, już dobrze – uniósł dłonie w górę z rezygnacją, dając tym samym znak, że się poddaje – Chyba jednak nie będę miał wyjścia, pozbawiłaś mnie już wszystkich argumentów.

Uśmiechnęła się delikatnie i przytulając go, złożyła na jego ustach słodki pocałunek.

***

Tokio, dzielnica Azabu

Haruka ubrana w jasny kombinezon siedziała na motorze pod apartamentowcem, w którym mieszkał Mamoru. Musiały wiedzieć gdzie zamierza spotkać się z tym detektywem. Miały nadzieję, że uda im się podsłuchać, jakie informacje zdobył i dotrzeć do Usagi prze Mamoru. Michiru na wszelki wypadek czekała już w kawiarni, gdzie jak się dowiedziały spotkali się po raz pierwszy. Wreszcie zauważyła jego samochód wyjeżdżający z podziemnego parkingu. Odpaliła silnik i dyskretnie ruszyła za nim. Jak się szybko okazało ruszył w całkiem innym kierunku niż się spodziewały. Zamiast do centrum kierował się do dzielnicy portowej. Na miejscu zaparkował samochód i skierował się do opuszczonego magazynu. Haruka dyskretnie poszła jego śladem, podchodząc tak blisko mężczyzn jak to tylko było możliwe. Echo niosące się po pustym pomieszczeniu ułatwiło jej sprawę, dokładnie słyszała każde wypowiedziane przez nich słowo.

Mamoru stał przez chwilę przyglądając się przyniesionym przez detektywa zdjęciom. Nie miał żadnych wątpliwości. To była Usagi. Na fotografiach była razem z Nim, wyglądali na tak szczęśliwych i zakochanych, że aż poczuł wzbierającą w nim wściekłość. Na niego nigdy nie patrzyła w taki sposób.

– Tak to ona, Usagi Tsukino.
– Właściwie nazywa się teraz Usagi Fuyuko, a mężczyzna obok to jej mąż. Sprawdzałem w lokalnym urzędzie.
– Niemożliwe! Ona ma dopiero osiemnaście lat, nie mogła wyjść za mąż! Poza tym on nazywa się Kou a nie Fuyuko
– Mówię, czego się dowiedziałem. Najwyraźniej od początku mieli zamiar się ukryć i dlatego zmienili tożsamość. Według okazanych dokumentów ta dziewczyna ma dwadzieścia lat, chociaż szczerze mówiąc wcale na tyle nie wygląda. Dokumenty są jednak jak najbardziej autentyczne, w urzędzie bardzo tego pilnują, potrafią wykryć każdą podróbkę.
– Nieważne. To małżeństwo nie potrwa już długo. Ma pan adres, gdzie obecnie przebywa?
– Tak, proszę – powiedział detektyw podając mu karteczkę z adresem. Widząc złowrogi błysk w oku swojego klienta, w jego głowie zrodziła się myśl, czy na pewno dobrze zrobił, udzielając mu tych informacji. Teraz jednak było już za późno.

Haruka ukryta za pustymi skrzyniami zaklęła pod nosem. Nie uzyskała informacji, których oczekiwała. Musi szybko powiadomić Michiru, a sama nadal śledzić Mamoru. Mężczyźni rozliczyli się i pożegnali. Mamoru przechodząc obok skrzyń kątem oka dostrzegł cień ukrywającej się tam osoby i uśmiechnął się krzywo pod nosem. Wsiadł do samochodu i skierował się powrotem do swojego mieszkania. Po ujechaniu kilku kilometrów spojrzał we wsteczne lusterko. Nie zdziwił go wcale widok podążającego za nim motocyklisty. Od początku wiedział, że nie może ufać tym wojowniczkom. Chociaż twierdziły, że jest inaczej i tak zawsze stały po jej stronie. Zdawał sobie sprawę, że będą chciały mu przeszkodzić w odnalezieniu ich księżniczki, ale nie pozwoli im się dłużej wtrącać. Sam to zakończy. Zaparkował samochód z powrotem na parkingu podziemnym i skierował się do swojego mieszkania. Z szuflady biurka wyjął kluczyki do samochodu kolegi, którego miał pilnować podczas jego nieobecności. Po chwili odsunął kolejną szufladę i wyjął z niej pistolet. Zabezpieczył go i schował za pasek spodni ukrywając pod marynarką, po czym wyszedł mieszkania i wrócił na parking. Stojąca kilka metrów od apartamentowca Haruka, nie zwróciła uwagi na czarną toyotę kierującą się na drogę wylotową z miasta w kierunku Sakado.

***

Sakado, mieszkanie Taikiego i Yatena

Siedzieli z Yatenem w salonie ich nowoczesnego mieszkania w centrum miasta. Co prawda miał zamiar szybko to załatwić i wrócić do Usagi, jednak Taiki prosił go żeby poczekał przez chwilę, bo chciał mu coś powiedzieć, ale najpierw musiał przeanalizować wyniki jego badań. Po przeprowadzce udało mu się sprowadzić z Kinmoku specjalistyczną aparaturę i teraz mógł wszystkie konieczne badania przeprowadzać samodzielnie. Yaten próbował cały czas nawiązać z nim jakąś rozmowę, jednak on ciągle zbywał go pół słówkami. Widać było, że coś go martwi, był jakiś nieobecny, jakby nad czymś głęboko się zastanawiał.

– Seiya, powiesz mi w końcu, co jest grane? Widzę, że coś cię dręczy.

Brunet spojrzał na niego i odetchnął ciężko

– I tak niedługo się dowiecie. Usagi jest w ciąży. Dowiedziałem się o tym wczoraj rano, całkiem przypadkiem.
– Nie cieszysz się?
– Cieszę i to bardzo, ale…
– Ale wiesz, że niedługo zostawisz ją samą i nigdy nie zobaczysz tego dziecka

Brunet tylko przytaknął. Srebrnowłosy przysiadł koło niego i położył mu rękę na ramieniu

– Chciałbym cię jakoś pocieszyć, ale nie bardzo wiem jak – Seiya pokręcił na to głową
– Nie musisz mnie pocieszać, ale chcę żebyś mi coś obiecał.
– Jasne, co tylko chcesz
– Kiedy mnie już nie będzie… Obiecaj, że zaopiekujesz się nią i naszym dzieckiem. Wiem, że proszę cię o wiele, ale nie chcę żeby została sama. Jej przyjaciółki odwróciły się od niej, nie wiadomo jak rodzice przyjęli jej zniknięcie…
– Obiecuję – przerwał mu Yaten, na co brunet uśmiechnął się z wdzięcznością

Nagle usłyszeli trzask zamykanych drzwi gabinetu Taikiego. Szedł w ich kierunku poważny, jednak z daleka było widać, że jest czymś podekscytowany. W dłoni trzymał jakieś papiery.

– Przeczytaj – powiedział o czarnowłosego podając mu teczkę
– Co to? –spytał niepewnie, biorąc do ręki dokumenty
– Twoje wyniki – odparł krótko szatyn
– Taiki mówiłem ci, że nie chcę ich znać – powiedział próbując oddać bratu papiery
– Czytaj! – powiedział stanowczo Taiki, nie widząc innego wyjścia przejrzał kolejno wyniki badań. Pierwsze zostały zrobione po ich przybyciu na Ziemię, po tym jak zasłabł w parku. Widać było na nich wyraźnie w jak złym był stanie, nawet on był w stanie to zauważyć. Kolejne były z ubiegłego miesiąca. Ku jego zaskoczeniu były o wiele lepsze od poprzednich. Sięgnął po ostatnie. Z wrażenia aż opuścił je na kolana i opadł na oparcie sofy, patrząc z niedowierzaniem to na leżące przed nim kartki to na brata.
–  Seiya, wszystko w porządku? Co było w tych papierach? – spytał Yaten, jednak nie doczekawszy się odpowiedzi sam sięgnął po dokumenty. Nagle rozległ się głos bruneta
–  Taiki… Jesteś pewny?
– Sprawdzałem to kilka razy. Nie wiem jak do tego doszło. Z naukowego punktu widzenia to wręcz niemożliwe. Ale wyniki nie kłamią. Najpierw była tylko poprawa, jednak nie byłem pewien czy to nie chwilowe. Teraz widzę, że jednak nie. Choroba się cofnęła, w twoim ciele nie został po niej nawet najmniejszy ślad.
– To znaczy, że…
– Tak jesteś całkowicie zdrowy i jeszcze przez wiele lat będziesz z nami

Seiya siedział oszołomiony niespodziewaną nowiną. I pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno zrobiłby wszystko żeby uniknąć tych badań. Kiedy dotarły wreszcie do niego słowa szatyna i pojął, co się z tym wiąże, aż poderwał się z miejsca i porwał brata w ramiona z okrzykiem radości uniósł w górę, mimo iż był wyższy i cięższy od niego i okręcił w koło, później to samo zrobił z Yatenem

– Rozumiem, że się cieszysz, ale żeby aż tak? – Taiki nie krył zaskoczenia
– Nic nie rozumiesz Taiki – Yaten pokręcił przecząco głową z lekkim uśmiechem – Usagi-chan jest w ciąży, a skoro Seiya jest zdrowy…
– …to znaczy, że zobaczę swoje dziecko. Wychowamy je razem! O Boże, nawet nie wyobrażacie sobie jak się cieszę. Muszę szybko jej o tym powiedzieć – krzyknął biorąc kluczyki ze stolika i szybko skierował się do wyjścia.
– Zaczekaj, jadę z tobą! – zawołał za nim Yaten – Muszę przyzna, że jestem ciekawy jej reakcji. Ale ja prowadzę, ty jesteś zbyt podekscytowany

Seiya objął brata ramieniem i pijany ze szczęścia razem z nim wyszedł z salonu

– Dołączę do was później – krzyknął za nimi Taiki, chociaż nie był przekonany czy w ogóle go usłyszeli

***

Tokio, dzielnica Azabu

– Jesteś pewna, że nadal tam jest?
– Siedzę tu bez przerwy prawie dwie godziny. Jestem pewna, że nie wyjeżdżał nigdzie, chociaż to nieco podejrzane. Był konkretnie wkurzony.
– Trzeba to sprawdzić.

Dwie kobiety skierowały się najpierw na podziemny parking. Mimo iż się rozdzieliły chwilę zajęło im odnalezienie właściwego pojazdu.

– Samochód jest, jego motor też tu stoi. Musi być w domu.
– Nie zaszkodzi sprawdzić – Michiu nadal miała pewne wątpliwości. Haruka wzruszyła ramonami i razem z partnerką ruszyła w kierunku windy. Bez trudu odnalazły właściwe mieszkanie, mimo iż były tu tylko raz. Michiru wcisnęła dzwonek, jednak odpowiedziała jej po drugiej stronie nie słychać było żadnego ruchu. Spróbowała ponownie. I tym razem nic. Teraz obie były już poważnie zaniepokojone.
– Michiru, masz może wsuwkę do włosów?
– Oczywiście, proszę – odparła podając ją blondynce. Haruka wsunęła wsuwkę do zamka i ze zręcznością zawodowego włamywacza otworzyła drzwi,  przepuszczając przodem morskowłosą.

W mieszkaniu panował idealny porządek. I idealna cisza. Szybko zorientowały się, że nie ma tam nikogo. Gdy były w salonie na biurku zauważyły sporą kopertę. Haruka od razu ją poznała. To tą kopertę dał Mamoru ten detektyw. Szybko przejrzały jej zawartość. Jak się okazało były w niej zdjęcia Usagi i Seiyi

– Widać, że są naprawdę szczęśliwi.
– Tak to prawda. Teraz już wiem, co tak rozzłościło naszego księciunia
– Masz rację. Przy nim Usagi nigdy nie wydawała się tak szczęśliwa.
– Niestety, nie ma tu nic poza zdjęciami. Widocznie zabrał kartkę z adresem ze sobą. Cholera. Jak to możliwe, że mi się wymknął?
– I co teraz zrobimy?
– A co możemy zrobić? Mamoru nam zwiał, musiał coś zauważyć, z resztą chyba od początku nas podejrzewał. Teraz nie pozostało nam nic innego jak modlić się żeby nie wyniknęła z tego jakaś tragedia

***

Dotarcie do Sakado zajęło mu trochę ponad godzinę. Tam bez większego trudu znalazł kogoś, kto wskazał mu drogę do wioski, w której mieszkała jego była narzeczona. Jednak na miejscu już nie było tak prosto. Ponieważ Usagi i Seiya nie utrzymywali zbytnio kontaktu pozostałymi mieszkańcami, a ich dom znajdował się w niewielkim oddaleniu od wioski mało, kto ich kojarzył. Dopiero za piątym albo szóstym razem trafił wreszcie na osobę, która wskazała mu gdzie mieszkają. Podjechał przed dom, jednak nikt nie wyszedł mu na spotkanie. Wiedział, że Usagi jest sama, a przynajmniej powinna być, ponieważ kobieta, która go naprowadziła wspomniała, że widziała jak jej „mąż” jakiś czas temu odjechał w kierunku miasta. Drzwi do domu były otwarte na oścież. Pomyślał, że albo okolica była niezwykle bezpieczna albo Usagi nadal była tak bezmyślnie naiwna. Wszedł do środka nadal nie dostrzegając nikogo w pobliżu. Z pomieszczenia, które jak sądził było kuchnią, doleciały go odgłosy krzątaniny, a w nos uderzył zapach ryżu z curry. Po chwili usłyszał jej wesoły głos

– Jesteś wcześniej niż myślałam. Masz szczęście. Obiad jest już prawie gotowy
– Wybacz Usako, ale nie jestem głodny – powiedział wchodząc do kuchni. Dziewczyna drgnęła na dźwięk jego głosu i odwróciła się. Na jego widok trzymana przez nią łyżka upadła na podłogę. W jej oczach widać było zdziwienie, zaskoczenie, niepewność i cień lęku
– Ma… Mamoru? To niemożliwe… Jak mnie tu znalazłeś?
– Widzę, że nie spodziewałaś się mnie jeszcze zobaczyć. Przyznam, że całkiem nieźle się tu urządziłaś. Jak cię znalazłem? Jak widać nie zatarłaś za sobą wszystkich śladów. Trochę to zajęło, przyznaje, ale w końcu dopiąłem swego. – powiedział i zbliżył się do niej o kilka kroków
– Dlaczego mnie szukałeś? – spytała cofając się nieznacznie na widok jego wzroku, tak innego niż dawniej, nie miała wiele pola do manewru, gdyż drogę zastawiał jej kuchenny blat. – Myślałam, że zrozumiesz, dlaczego nie mogłam z tobą zostać
– Zrozumiem? – spytał kpiąco – Zrozumiem?! – Krzyknął nagle, a ona aż podskoczyła – Co miałem zrozumieć?! Że postanowiłaś zniszczyć naszą wspólną przyszłość i pozbawić życia naszą córkę, bo zauroczył cię jakiś gwiazdorzyna?! Nie nigdy tego nie zrozumiem i nie zaakceptuje! Myślałaś, że pozwolę ci tak po prostu odejść?! Nie licz na to! Jesteś moja, twoim przeznaczeniem jest być ze mną czy ci się to podoba czy nie!
– Niczego nie rozumiesz! Nie kocham cię, nawet gdybym z tobą została, Chibiusa by się nie urodziła! A wiesz, dlaczego? Bo nie pozwoliłabym żeby dotykał mnie jakikolwiek inny mężczyzna poza Seiyą! A zwłaszcza ty! – krzyknęła i nawet nie zorientowała się, kiedy otrzymała siarczysty policzek, który niemal zwalił ją z nóg, jednak po chwili stała znów twardo na nogach
– Pleciesz jakieś bzdury. Natychmiast wracasz ze mną do Tokio i razem zrobimy wszystko żeby naprawić tamtą przyszłość. – powiedział chwytając ją za ramię
– Nigdzie z tobą nie pojadę! Nie jestem i nigdy nie byłam twoją własnością! – krzyknęła wyrywając rękę z jego uścisku – Tutaj jest moje miejsce i moja przyszłość! Pojmij w końcu, że zmian nie da się naprawić, już na to za późno. Nic już nie będzie takie jak miało być. Dlaczego nie możesz po prostu odpuścić i ułożyć sobie życia na nowo?
– Nie bądź śmieszna. Przyszłość jest z góry zaplanowana. Twój dziecinny bunt przeciwko przeznaczeniu jest bez sensu. Nie wygrasz z nim
– Nie poznaje cię Mamoru. Nie jesteś sobą! Zawsze byłeś rozsądnym człowiekiem
– Masz rację nie jestem sobą i to przez ciebie! Nie pozwolę jakiemuś lalusiowi, zabrać tego, co jest moje! – krzyknął i chwytając ją za nadgarstki przyciągnął do siebie i brutalnie wpił się w jej usta kalecząc je zębami

***

Podróż do domu straszliwie mu się dłużyła, mimo iż było to tylko dwadzieścia minut. Chciał już być przy swoim króliczku, przekazać jej dobrą wiadomość. W końcu dotarli na miejsce. Ku ich zdziwieniu przed domem stał jakiś samochód.

– Spodziewaliście się jakichś gości? – spytał niepewnie Yaten
– Głupie pytanie. Przecież dobrze wiesz, że tylko wy nas odwiedzacie. Mam złe przeczucia.  –  Wysiedli z samochodu i od razu do ich uszu doleciały odgłosy kłótni, Seiya bez trudu rozpoznał głos Usagi, była zdenerwowana i przestraszona. Nie patrząc nawet na brata biegiem ruszył w kierunku domu. Gdy stanął w drzwiach kuchni zatrzymał się jak wryty, patrząc z niedowierzaniem na mężczyznę całującego jego ukochaną. Kilka sekund później uwolniła się od niego wymierzając mu solidny policzek
– Nie waż się mnie więcej dotykać! Powiedziałam ci, że nigdy nie byłam i nie będę twoją własnością! – krzyknęła ocierając usta dłonią. Dopiero teraz zauważyła mężczyznę stojącego w drzwiach – Seiya – szepnęła cicho i jakby przepraszająco
– Króliczku – na jej twarzy dostrzegł wyraźny ślad po uderzeniu. Spojrzał gniewnie na mężczyznę, który odważył się tknąć jego ukochaną
– Proszę, proszę. Jest i nasza gwiazdeczka – Mamoru zaśmiał się szyderczo patrząc na bruneta
– To ty! – Seiya już nie krył wściekłości – Czy nie dociera do tej twojej inteligenckiej głowy, że ona już nie chce być z tobą?! Nie potrafisz pogodzić się z tym, że wybrała kogoś innego?! Jeśli nie, to zaraz pomogę ci to zrozumieć!
– Nie radzę – powiedział wyciągając pistolet i odbezpieczając go wycelował prosto w dziewczynę. – Jeśli zbliżysz się do mnie choćby na krok, ona zginie.
– Jesteś szalony – powiedział Seiya zatrzymując się w pół kroku i patrząc na niego z niedowierzaniem. Nie mógł ryzykować, że ten psychopata coś jej zrobi – Naprawdę mógłbyś to zrobić? Podobno ją kochasz!
– Jeśli nie będzie moja, nie będzie niczyja. A teraz Usako, grzecznie wrócisz ze mną do Tokio, czy to jasne?
– Nie! Nigdzie z tobą nie pojadę! – krzyknęła, a z jej oczu popłynęły łzy – Opamiętaj się i pozwól mi żyć po swojemu. Zrozum, że nic już nie będzie jak dawniej, nie będzie tamtej przyszłości! Wyrzekłam się swojej mocy i już nigdy jej nie odzyskam. Dopiero dziecko, które w sobie noszę będzie mogło z niej korzystać!

Informacje wykrzyczane przez Usagi na chwile rozproszyły uwagę Mamoru, to wystarczyło Seiyi. Doskoczył do mężczyzny i spróbował wyrwać mu pistolet z rąk, jednak ten ocknął się już z zaskoczenia, w efekcie czego wywiązała się między nimi szamotanina. W końcu jeden z nich zyskał przewagę i wtedy padł strzał. Jego echo przez chwilę niosło się po okolicy a później nastała cisza.

Advertisements

16 thoughts on “Przerwane marzenie – rozdział 17

  1. Czyli jednak cudowne ozdrowienie. Tylko po co, jak i tak został zastrzelony. Jakby był nadal chory i został zastrzelony to może… a tak to… Nawet nie chce myśleć, jak zareaguje na to Usagi… Do tego Mamoru nie dość, że draniem to jeszcze mordercą… Zaskoczyło mnie to wszystko i nieźle wstrząsnęło… Teraz muszę jakoś dotrwać do kolejnego rozdziału. Pozdrawiam

    • Czy takie cudowne to nie wiem. Swój wpływ na to miała na to, chociaż nieświadomie Usagi (rozdział 7) A po co? Żeby pokazać przewrotność losu. W życiu nie zawsze jest różowo i los nieraz człowieka doświadcza, szczególnie tych dobrych. Wiem że ciężko ci przełknąć to jak przedstawiłam Mamoru w tej historii, ponieważ należysz do tych z nas które trochę go lubią, rozumiem to. Ja na prawdę nie mam nic do niego, chociaż za nim nie przepadam. Po prostu tak jakoś wyszło, początkowo nie planowałam stawiać go w aż tak złym świetle

  2. Ja też jestem troszkę wstrząśnięta tym rozdziałem. Tak się ucieszyłam z ozdrowienia Seiyi… Hmm Mamoru mnie zawiódł, nie wiem dlaczego ale spodziewałam się po nim czegoś innego, lepszego. Standardowo najbardziej mi żal Usagi i zastanawiam się co będzie dalej, bo to wszystko nie może być takie po prostu… Przynajmniej mam taką nadzieję. Też uważam, że to najlepszy rozdział jaki miałam okazję tu przeczytać, gratuluję :)

    • Do końca opowiadania jeszcze kawałek, bo postanowiłam jednak je trochę przedłużyć.Co będzie dalej przekonacie się już wkrótce ;)

  3. no teraz mogę coś napisać bo gdy rano go przeczytałam to mnie aż zatkało i nie mogłam nic napisać dobra teraz rozdział co tu mówić jest cudowny chodź trochę wstrząsający no i szkoda że nie dałaś S&U nacieszyć się chodź trochę tym cudownym ozdrowieniem czekam więc na ciąg dalszy :))))))))

  4. Dziękuję ci za miłe słowa :) Wiem że ten rozdział zaskoczył wszystkich, ale w sumie taki był mój zamiar (chociaż nie spodziewałam się, że aż tak wszystkimi wstrząsnę)

  5. Mam zawał, mam zawał! Aaaa!!!
    Wystrzeliłaś jak petarda, bo rozdział jest niesamowity! Już miałam tańczyć z radości, że Seiya wyzdrowiał, a ten świr Mamor wszystko zniszczył. Chociaż powiem Ci, że ciepła klucha nabrała w Twoim opowiadaniu charakteru;) Wreszcie zrobił się ciekawy.
    Wzruszyłam się, kiedy Yaten obiecał opiekować się Usą i maleństwem. To naprawdę było piękne.
    Dziekuję Ci za ten rozdział, pozdrawiam :D :D

  6. Droga Uso, źle zrozumiałaś mój komentarz. Nie chodziło mi o to, że Twoja koncepcja na śmierć Seiyi była zła. Po prostu mną wstrząsnęła, ale to nie znaczy, że rozdział mi się nie podobał (mam nadzieję że tego tak nie odebrałaś). W sumie taki „zimny prysznic” czytelnikowi się przydaje ;). Co do „doświadczania przez los”, to niestety jestem w pełni „doświadczona”. Czytanie opowiadań jest dla mnie odskocznią od problemów…
    Czekam na ciąg dalszy. Pozdrawiam

  7. Ps. Mamoru bardzo lubię, ale tego w anime. Natomiast tego w opowiadaniach nie lubie, bądź troche lubie, w zależności od tego jak jest przedstawiony. W sumie jak na razie spotkałam się tylko z dwoma blogami, w których jest w pełni pozytywną postacią ;)

  8. Nie chodzi mi o te blogi. Miałam na myśli opowiadania Ami, a przede wszystkim Ady, gdzie Mamoru jest wpełni pozytywną postacią, tak jak to było w anime :).

Wyraź opinię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s