Przerwane marzenie – rozdział 10

Weszła do domu zamykając za sobą drzwi. Nie krzyczała jak zwykle, że już wróciła, niebyło potrzeby, przecież dom i tak był pusty. Skierowała się na górę do swojego pokoju chcąc zmienić szkolny mundurek, który nosiła od wczoraj na coś wygodniejszego jednak w korytarzu od razu zauważyła migającą lampkę automatycznej sekretarki. Nie zastanawiając się odsłuchała pozostawione wiadomości. Wszystkie były od Mamoru. No tak, przez chwilę zupełnie o nim zapomniała. Musiała dobrze zastanowić się jak to rozegrać. Wiedziała, że powinna być z nim szczera, ale nie mogła zerwać zbyt szybko. Musi zrobić to w taki sposób żeby Mamoru nie był w stanie jej zatrzymać, najlepiej przed samym wyjazdem, kiedy wszystko będzie już gotowe. Na razie jeszcze musi udawać, że wszystko jest w porządku. Teraz pozostawało jej jeszcze napisanie wiadomości dla rodziców i wymyślenie jakiegoś pretekstu, dlaczego nie było jej wczoraj w domu, bo podejrzewała, że skoro narzeczony dzwonił tyle razy i nikogo nie zastał musiał też dzwonić do dziewczyn z zapytaniem czy ona jest u nich, Luna pewnie też już wie i nie da jej spokoju dopóki się nie wytłumaczy. Położyła się na łóżku i próbowała wymyślić jakieś sensowne usprawiedliwienie dla swojej nocnej nieobecności. Nagle do głowy wpadł jej genialny pomysł.

***

Minęło dopiero cztery dni, a ona już tak bardzo tęskniła za Seiyą, martwiła się o niego, nie wiedziała jak się czuje, musiała zaufać, że Taiki i Yaten dobrze się nim zaopiekują. Nie sądziła nawet, że tak trudno będzie jej znieść to krótkie rozstanie z nim. W ciągu tych dni niejednokrotnie miała ochotę dać mu znak, że mogą się spotkać, tak jak mu obiecała. Jednak na razie nie było to możliwe, z powodu nagłej nadopiekuńczości jej przyjaciółek, które stwierdziły, że Usagi nie powinna przebywać sama pod nieobecność rodziców i spędzały z nią bardzo dużo czasu. Wydawało się, że nie wiedzą nic o jej ostatniej nieobecności i była szczęśliwa, że chociaż przednimi sie musi się tłumaczyć. Z Mamoru widziała się jeszcze tego samego dnia po powrocie do domu, na szczęście bez większych problemów udało jej się wmówić narzeczonemu, że tamtą noc spędziła u Naru, z którą dawno się nie widziały. Uspokojony wyjaśnieniami nie robił jej wyrzutów, prosił jedynie by następnym razem nie znikała bez uprzedzenia. Z czystym sercem mogła mu to obiecać. Chłopak uprzedził ją też, że w najbliższym czasie nie będą mogli sie widywać, bo musi na wyjechać z miasta w sprawach służbowych. Chociaż tego nieokazała w środku cieszyła się z takiego obrotu spraw. Nie musi przynajmniej odgrywać przed nim całej tej szopki.

***

– Nie Rei. Naprawdę nie musicie dzisiaj przychodzić.
– …
– Nie mam was dość. Po prostu chciałabym dziś pobyć trochę sama.
– …
– Nie martw się nic mi nie będzie.  Nie pierwszy raz przecież jestem w domu sama. Z resztą macie przecież swoje życie, nie musicie się ciągle o mnie martwić.
– …
– Dobrze zobaczymy się jutro.

Odłożyła słuchawkę i odetchnęła z ulgą. W końcu udało jej się uwolnić od dziewczyn, chociaż na jeden wieczór. Cieszyła się, że tak się o nią martwią, ale zaczynały być nieco męczące. Odnosiła też niejasne wrażenie, że przyjaciółki ją obserwują i pilnują na każdym kroku, a zwłaszcza jedna z nich wyjątkowo bacznie jej się ostatnio przygląda. Odepchnęła jednak na bok te myśli i pobiegła do pokoju. Postanowiła skorzystać z okazji i spotkać się wreszcie z Seiyą. Z szuflady biurka wyjęła małe czarne pudełeczko, gdy je otworzyła wyleciał z niego nieduży, błękitny motyl, którego chłopak dał jej, podczas pożegnania, żeby za jego pomocą dała mu znak, że mogą się zobaczyć. Po pokoju rozszedł się przyjemny słodko-ostry zapach, Jego zapach. Na małej karteczce napisała tylko Spotkajmy się dzisiaj. Bardzo tęsknię. Motyl skierował się w stronę okna i po chwili zniknął, niosąc wiadomość swojemu właścicielowi. Minęło ledwie kilka minut, gdy w sypialni dziewczyny rozbłysło jasne światło, a w chwile później stanął w niej brunet.

– Już myślałem, że nigdy się nie odezwiesz – powiedział ciepło, chociaż z lekkim wyrzutem, podchodząc do dziewczyny i obejmując ją w talii
– Seiya! Zaskoczyłeś mnie! Czy ty nie możesz przyjść normalnie?  Nie powinieneś nadużywać mocy. Nie chcę żeby ci się przez to pogorszyło.
– Nie martw się Króliczku. Nic mi nie będzie. Ostatnio czuję się trochę lepiej, przemieszczanie się w ten sposób na tak krótkim dystansie mi nie zaszkodzi, nie potrzeba na to tak wiele energii, co na podróż na drugi koniec galaktyki. Pytałem Taikiego, to z pewnością nie jest dla mnie niebezpieczne. Poza tym tak było szybciej i bezpieczniej niż gdybym przyszedł normalnie. W ten sposób nikt mnie nie zobaczył.
– Jesteś pewien, że to ci nie zaszkodzi?
– Tak Króliczku. Spokojnie – uśmiechnął się uspokajająco i pogładził ją po policzku – Nawet nie wiesz, z jaką niecierpliwością czekałem na wiadomość od ciebie.
– Przepraszam, że tak długo to trwało, ale ostatnio dziewczyny nie opuszczały mnie na krok. Twierdzą, że nie chcą żebym czuła się samotna pod nieobecność rodziców i Mamoru. Ale mam wrażenie, że to nie do końca prawda.
– Wyjechał?
– Tak, trzy dni temu, na kilka dni. Jakieś sprawy służbowe.
– Czyli sprawa z nim jeszcze nie jest rozwiązana?
– Wolę z tym zaczekać. Gdybym teraz z nim zerwała wszystko by się skomplikowało. Zrobię to, kiedy wszystko będzie gotowe. A właściwie, to jak wam idzie?
– Całkiem nieźle. Taiki naprawdę się uwinął. Wczoraj byliśmy oglądać nasz przyszły dom. To jakieś 100 km stąd. Co prawda nie jest do końca taki, o jakim myślał i jak sobie to wyobrażałem, ale to jedyny, jaki udało się znaleźć w tak krótkim czasie. Musimy jeszcze tylko podpisać kilka papierów. Tylko nie pytaj jak udało mu się to wszystko załatwić. Sam nie wiem i chyba wole żeby tak zostało. Wziąłem zdjęcie, co o nim sądzisz?
– Cóż, nie dokładnie to sobie wyobrażałam, kiedy mówił o małym domku. Ten zdecydowanie nie jest taki mały, ale nie szkodzi. Nie ważne gdzie, najważniejsze, że niedługo będziemy razem, tylko we dwoje.
– Masz rację Króliczku – powiedział obejmując ją mocniej i uśmiechnął się do niej czule.
– Nawet nie wiesz jak się za tobą stęskniłam przez te kilka dni.
– Jakoś trudno mi w to uwierzyć. Odkąd się zjawiłem nie zdążyłaś się jeszcze ze mną przywitać
– Naprawdę? To chyba muszę cię jakoś o tym przekonać – odparła uśmiechając się i oplatając ramionami jego szyję pocałowała go krótko i czule.
– Taki dowód wystarczy? – zapytała odsuwając się od niego nieznacznie, choć nadal pozostała w jego ramionach
– Hmm… Nie – odparł po chwili kręcąc przecząco głową i przycisnął ją do siebie i mocno przylgnął wargami do jej ust.

Zanurzyła dłonie w jego włosach i przyciągnęła do siebie rozchylając delikatnie usta i pogłębiając pocałunek.  Tulił ją i pieścił, pragnąc nacieszyć się w końcu jej bliskością. Po chwili oderwał się wreszcie od jej ust i błądził wargami po szyi a rozpalone dłonie wsunęły się pod jej krótką bluzkę i delikatnie pieściły każdy milimetr jej rozgrzanej skóry. Nawet nie wiedzieli, kiedy opadli na łóżko. Niecierpliwe dłonie przesuwały się po spragnionych siebie ciałach odsłaniając coraz to nowe ich fragmenty.

– Kocham cie Króliczku… Kocham – szeptał pomiędzy pocałunkami
– Seiya… – szepnęła uśmiechając się, niebyła stanie powiedzieć więcej i nic więcej nie musiała mówić, w tym jednym słowie zawarła całe swoje uczucie do niego.

Drżała i wiła się pod jego dotykiem. Nagle podskoczyła jak oparzona, a on zaklął, bo w tym momencie usłyszeli dzwonek do drzwi.

– Muszę otworzyć – powiedziała wstając i poprawiając ubranie i włosy
– Naprawdę? Może po prostu to zignorujemy i udamy, że nikogo nie ma w domu? – spytał pociągając ją powrotem na łóżko
– Seiya – zaśmiała się próbując wyswobodzić się z jego objęć – bardzo bym chciała, ale to nie wyjdzie. W całym domu palą się światła, więc nikt się nie nabierze. Poza tym to może być coś ważnego, inaczej ten ktoś nie przychodziłby o tej porze. Obiecuję, że jeśli to nic ważnego to pozbędę się szybko tego kogoś i zaraz wracam do ciebie – dodała widząc jego niezbyt zadowoloną minę i pocałowała go czule.
– Zostań tutaj, lepiej żeby nikt cię nie widział – rzuciła jeszcze wychodząc z pokoju
Zbiegła po schodach i podeszła do drzwi zastanawiając się, kogo też mogło przywiać o tej porze. Gdy je otworzyła nie kryła swojego zdziwienia
– Usagi… Mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam?
– Ami-chan? Co ty tu robisz? Rei nie mówiła wam, że dziś chciałam pobyć sama?
– Tak mówiła, ale muszę z tobą porozmawiać o czymś ważnym, a nie chciałam tego robić przy pozostałych dziewczynach. Mogę wejść?
– Proszę – odparła wpuszczając przyjaciółkę do środka. Zastanawiała się, co to za tajemnicza i ważna sprawa, że Ami nie chciała poruszać jej przy pozostałych przyjaciółkach.

obrazek pochodzi z anime „Mój sąsiad Tottoro”
Reklamy

20 thoughts on “Przerwane marzenie – rozdział 10

  1. a już myślałam że to wścibska Rei no ale Ami też nie mogła sobie wybrać pory na odwiedziny i mam nadzieję że Usie uda się ją szybko spławić czekam więc z niecierpliwością na ciąg dalszy i pozdrawiam [ja zawsze tu zaglądam i czekam ]:)))

  2. O! Nowa część! :) Fajnie wymyśliłaś z tym obrazkiem :) Tak realistycznie się zrobiło ^^ Też jestem ciekawa, o co chodzi Ami. Taka drobna tylko uwaga: uważaj na sklejające się wyrazy ;)
    Pozdrawiam serdecznie!

  3. Ha! Ja też sprawdzałam i wreszcie jest:) Na Twoje opowiadanie mogę czekać i miesiąc;)
    Superowy rodziałek, szkoda tylko, że Ami im przerwała taki gorący moment, no… Czyżby, to ona była tajemniczą „podglądalską”, bo wydaje mi się, że tak?
    Fajowy ten domek, już sobie wyobrażam Usę i Seiyę w nim, ale się będzie działo. Najbardziej to mnie chyba urzekł trik z motylkiem, jest słodki;)
    Czekam na kolejny rodzialik i ściskam :***

  4. nareszcie jesteś i to z rewelacyjnym rozdziałem :) ta atmosfera ach :) i w sumie to lepiej iż Ami wydaje się być tą podglądaczką :) czekam na więcej :) buziaki

  5. Oh, a mi się wydaje,że to nie Ami ją wtedy widziała. Po prostu tamta osoba opowiedziała o wszystkim pozostałym senshi i Ami przyszła ostrzec Usagi, o tym, że one już wszystko wiedzą. To mi się wydaje takie do Ami podobne :)
    No ale mogę się mylić.
    Świetny rozdział ;)

  6. dziękuję za kolejny piękny rozdział…O moje ulubione klimaty, mistrza Miyazakiego (Mój sąsiad Totoro) :D. Uwielbiam jego twórczość! ^^. Co do rozdziału, to też żałuję, że przerwano S&U w tak uroczym momencie ;). Podobnie jak Senshi, nie jestem do końca przekonana, że to Ami jest ową podglądaczką. Czekam na kolejny rozdział, w którym zapewne, to się wyjaśni :). Ps. Ja również na bieżąco czytam Twoje opowiadanie. Nie zawsze daję komentarz, ale wiedz, że jestem ;). Pozdrawiam cieplutko :*

  7. Przeczytałam i opowiadanie jest świetne, choć wolę szczęśliwe zakończenia… Czy Seiyę da się jakoś wskrzesić?:) Ależ Ty jesteś okrutna:)) dopiero co znaleźli szczęście, a już muszą się z nim żegnać…
    Pozdrawiam:)

    • Cieszę się ze ci się podoba :) Wcale nie jestem okrutna, po prostu tak jak w życiu tak i w moich opowiadaniach nie zawsze jest szczęśliwe zakończenie

  8. Dopiero trafiłam na tego bloga, przeczytałam całe opowiadanie i powiem krótko – świetne. Od dziś będe tu zaglądać i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy :) Pozdrawiam.

Wyraź opinię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s