Przerwane marzenie – rozdział 6

Witam i Zapraszam was na kolejny rozdziałSporo nad nim siedziałam ale nie mogę osiągnąć bardziej zadowalającego efektu.  Moim zdaniem wyszedł mocno naciągany, ale ocenicie go same ;) Pozdrawiam i życzę miłego czytania, Usa

– Yaten-kun! Ty też wróciłeś? – Usagi pierwsza otrząsnęła się z szoku na widok srebrnowłosego mężczyzny i podeszła do niego obejmując na przywitanie.
– Jak widać Usagi-chan, miło cię znów widzieć. Muszę przyznać, że wcale się nie zmieniłaś.
– Ty za to tak. Gdyby nie te włosy to pewnie bym cie nie poznała
– Dzięki, zaczekaj aż zobaczysz Taikiego, to dopiero zmiana.
– Co to on też wrócił?
– Tak, wróciliśmy wszyscy razem, ale widzę, że Seiya nie raczył ci o tym powiedzieć
– Jakoś niebyło na to czasu. A tak w ogóle to, co ty tutaj robisz? Chyba wyraźnie powiedziałem, że chcę to załatwić sam.
– Tak mówiłeś. Po prostu chciałem mieć cię na oku. Wiem, że nie czujesz się jeszcze dobrze po podróży, ale przecież nie mogliśmy cię zatrzymać na siłę. Nie rób takiej miny.  Nie jesteś w stanie zamydlić nam oczu, za dobrze cię znamy – zaśmiał się widząc zdziwione spojrzenie Seiyi – A wracając do tego, co mówiłem. Seiya, los daje wam możliwość żeby być razem. Kolejnej może nie być. Usagi z pewnością się ze mną zgadza – powiedział patrząc na dziewczynę a ona przytaknęła – Nie udawaj, ty też tego chcesz.


– To prawda, niczego nie pragnę bardziej niż być z tobą króliczku –odparł patrząc jej w oczy – Ale przed nami nie ma przyszłości, a na pewno nie taka, jaką bym chciał. Może przez ten krótki czas bylibyśmy szczęśliwi, ale kiedy mój czas się skończy to ty będziesz najbardziej cierpiała. Nie chcę tego.
– Gdybyś naprawdę tak uważał, posłuchałbyś Taikiego i nie wracał na ziemię. A jednak tego nie zrobiłeś. Tak naprawdę w głębi serca liczyłeś, że coś się jednak zmieniło. Widziałem nadzieję w twoich oczach
– Masz rację, ale…
– Nie ma żadnego „ale” Seiya. Mam już dość, że wszyscy mówią mi, co dla mnie lepsze. Już ci mówiłam nie decyduj za nas oboje. Nie sądzisz, że to ja powinnam zdecydować o tym, jaka będzie moja przyszłość? Kocham cie i chcę być przy tobie. Nawet, jeśli później będę cierpieć to wierzę, że bycie z tobą choćby przez ten krótki czas jest tego warte. Uważasz, że będę mniej cierpieć, jeśli teraz tak po prostu wrócisz na swoją planetę? Z pewnością, mniej bolesny będzie dla mnie fakt, że jedyny mężczyzna, którego kocham jest umierający, gdzieś daleko stąd, a ja nie mogę przy nim być, bo on tego nie chce – powiedziała sarkastycznie. Była wyraźnie zła. Z jej oczu płynęły łzy. Odwróciła się i nie oglądając się na nic pobiegła przed siebie, byle dalej od niego

Czuł się okropnie. Wiedział, że popełnił błąd. Zachował się jak kretyn i zranił ją, a przecież wcale tego nie chciał. „Co ja w ogóle robię?” pomyślał i zerwał się z miejsca, chociaż nie czuł się dobrze i pobiegł za nią, musiał ją szybko znaleźć.

– Seiya zaczekaj! – krzyknął za nim Yaten jednak on nawet nie zareagował. Nie widząc innego wyjścia ruszył za nim.

Szukał jej długo, nie miał pojęcia, dokąd mogła pobiec.

– Króliczku, gdzie jesteś? – szepnął do siebie zatrzymując się i próbując złapać oddech, wiedział, że długo już nie wytrzyma, powinien odpocząć, ale nie chciał rezygnować, musi ją znaleźć. Powoli tracił nadzieję i wtedy ją zobaczył. Stała na moście, oparta o barierkę, przemoczona do suchej nitki przez wciąż padający intensywnie deszcz. Natychmiast tam pobiegł. Gdy był już blisko zwolnił kroku i podszedł bliżej. Zauważyła go jednak nawet nie spojrzała w jego stronę. Stanął przed nią odwracając delikatnie jej twarz do siebie.
– Usagi… Przepraszam cię – szepnął ocierając jej łzy, chociaż jemu samemu szkliły się oczy – Zachowałem się jak idiota. Kocham cię i nie chcę żebyś przeze mnie cierpiała.
– Więc pozwól mi być przy tobie – szepnęła obejmując go – Nie odsuwaj mnie od siebie. Tak nie będzie łatwiej żadnemu z nas.

W odpowiedzi tylko przytulił ją mocno do siebie. Nie był w stanie już ukrywać jak wiele to dla niego znaczy.

– Bądź ze mną. Tak bardzo cie potrzebuję Króliczku. Twojego ciepła i miłości. Nie chce już być z dala od ciebie.
– Będę Seiya. Niezależnie od wszystkiego, będę przy tobie.

Nagle poczuła jak obejmujące ją ramiona po prostu wiotczeją a chłopak zaczyna osuwać się na ziemię.

– Seiya! – krzyknęła przerażona

Tylko dzięki temu, że go obejmowała i szybkiej reakcji Yatena, który pojawił się niewiadomo skąd, udało im sie podtrzymać go zanim upadł na ziemię

– Co z nim?
– Tylko zasłabł. Za dużo emocji, poza tym nadal jest wyczerpany po podróży. Ten bieg to było dla niego za wiele. Zadzwonię do Taikiego, żeby tu przyjechał i zabierzemy go do domu. Trzeba go zbadać.
– Jadę z wami – powiedziała stanowczo, ale w jej oczach widział przerażenie

Godzinę później, mieszkanie braci Kou

Siedziała w łazience na brzegu wanny, przebrana w jedną z koszulek Seiyi, sięgającą jej do połowy uda. Ręcznikiem wycierała mokre włosy, jednak myślami była znów w parku. Nie mogła się pozbyć sprzed oczu tamtej chwili. Martwiła się o niego. Gdy nieco się ogarnęła weszła do salonu, w którym zastała jedynie Yatena.

– I jak, lepiej się czujesz? – spytał z troską widząc stojącą w drzwiach dziewczynę – Siadaj, zaparzę herbatę, dobrze ci zrobi. Poza tym pewnie masz wiele pytań.

Wyszedł do kuchni usadziwszy ją uprzednio na sofie. Po chwili wrócił niosąc tacę z parującym napojem. Nim zdążył usiąść usłyszał jej cichy głos

– Yaten… Co mu właściwie dolega? Naprawdę nic niemożna poradzić?
– Sami chcielibyśmy wiedzieć Usagi-chan – westchnął mężczyzna – Nie mamy pojęcia, co mu jest. Dwa lata temu, licząc naszym czasem, zaczęło się z nim coś dziać, jednak mimo całej wiedzy, jaką posiadają nasi lekarze, pomimo całej tej technologii, jaką dysponujemy, niebyli w stanie dociec, co to jest.
-Ta choroba powoli wysysa z niego energię, zajmuje kolejne narządy, stopniowo je niszcząc – rozległ sie nagle głos trzeciego z braci, który właśnie wszedł do pokoju – Biorąc pod uwagę tempo, w jakim rozwijała się choroba, oceniliśmy wtedy, że minie około sześć lat zanim nastąpi koniec. Powinno mu zostać jeszcze, co najmniej cztery, obawiam się jednakże przez tą wyprawę ten czas się skrócił. Pewność będę miał jednak dopiero jutro, gdy otrzymamy wyniki. Niestety nie jesteśmy w stanie w żaden sposób mu pomóc, nawet moc księżniczki Kakyu nie była w stanie go ocalić. Sprawy nie poprawiał też fakt, że brakowało mu chęci do życia.

Siedziała skulona na sofie obejmując kolana ramionami, z jej oczu nieprzerwanie płynęły łzy

– To moja wina. Przeze mnie mu się pogorszyło. Gdyby tu nie przyleciał…
– To za kilka lat umarłby nieszczęśliwy, wierząc, że jego uczucie nie było odwzajemnione. Nie obwiniaj się – powiedział srebrnowłosy siadając obok dziewczyny i kładąc jej rękę na ranieniu – Dzięki tobie znów jest szczęśliwy. Dawno nie widzieliśmy żeby rozpierała go taka energia i wola działania, jak w te ostatnie dni od chwili, kiedy dostał twój list.

Uśmiechnęła się do niego wdzięcznością i odwróciła do Taikiego

– Jak on się teraz czuje?
– Nadal słabo, ale już się obudził. Idź do niego, jest teraz u siebie. Myślę, że powinniście zastanowić się, co dalej.  Zdajesz sobie chyba sprawę, że nie będzie wam łatwo. Wiele osób będzie przeciwko wam, ale możesz być pewna, że na naszą pomoc możecie liczyć.
– Wiem i dziękuję wam – uśmiechnęła się do nich i skierowała do pokoju Seiyi.

Reklamy

8 thoughts on “Przerwane marzenie – rozdział 6

  1. za bardzo surowo się oceniasz mnie każdy twój kolejny rozdział się podoba i zawsze czekam z niecierpliwością na kolejny pozdrawiam

  2. Kurczę, Uso teraz się zastanawiam co to za choroba i co dla nas szykujesz… Bo wydaje mi się, że to będzie bardzo ciekawe opowiadanie… czekam na więcej:*

  3. Świetny rozdział! Ja też jestem ciekawa co dolega Seiyi.. Może to życie na odległość z Usagi go zabija? ah, już nie wiem co wymyśleć:P
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział!
    Pozdrawiam, Luna

  4. Genialny rozdział i taką Usagi lubię! Wreszcie dziewczyna pokazała, że ma charakter (a właściwie Ty pokazałaś;) Kto by pomyślał, że będzie taka zdecydowana i zdeterminowana, a jednak! Całe szczęście, że przy Seiyi jest tyle osób, które troszczą się o niego. Jak najbardziej rewelacyjne jest zachowanie Yatena. Chłopak zyskał w moich oczach dzięki Tobie.
    Ps; nie gadaj głupot, bo piszesz świetnie i przesadzasz z tą krytyką. Sama chciałabym tak pisać. Czekam na kolejny rozdział, pozdrowionka:*

  5. Jak zwykle piękny rozdział. Do znudzenia będę powtarzała, że bardzo mi się podoba styl w jakim piszesz :) Pozdrawiam Cię serdecznie i czekam na kolejną cześć. A.

Wyraź opinię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s